Filipiny

Bacacay island hopping

cztery różne wyspy w jeden dzień

Rajskie wyspy tylko dla naszej dwójki.

Jeszcze w nocy około piątej, pod hotel przyjeżdża Frial żeby podwieźć nas do terminalu. Brama jest o tej porze zamknięta, ochroniarz musi nam otworzyć. Wyjeżdżamy pierwszym jeepem z terminalu w Donsol około 5:30 do Daragi. „Bilet” kosztuje 65 peso/osoba (5 zł). Do Legazpi jeżdżą także vany, pierwszy jest później. Jeepney jest pełen ludzi, a po drodze dosiadają się kolejne osoby. Kierowca zatrzymuje się i wyjmuje dodatkowe krzesełka, które umieszcza w przejściu, w ten sposób może zmieścić się dodatkowe kilka osób. Kolejne trzymają się poręczy na zewnątrz pojazdu. Łącznie jechało chyba 26 osób. Pomiędzy Donsol a Daragą jest dziura internetowa, nie można się połączyć z internetem. Sieć na Filipinach nie działa najlepiej, jest tylko dwóch operatorów – ceny są wysokie a inwestycje niewielkie. Na rynek chcieli wejść Chińczycy ale im nie pozwolono.

Z Daragi podjeżdżamy kawałek do domu trycyklem. Po śniadaniu i krótkim odpoczynku decydujemy, że wyruszymy do Bacacay na island hopping. Czyli skakanie z wyspy na wyspę. Jedziemy jeepem a potem vanem z terminalu w Legazpi do portu w Bacacay (43 peso/osoba). Na miejscu jesteśmy około dziesiątej. Nie ma tu żadnych innych turystów. Chcemy popłynąć na wyspy, rozpoczynamy negocjacje z miejscowymi. Koszt dużej łodzi to 5 tys. peso (380 zł). Jest nas tylko dwoje a łódź może zabrać z dziesięć osób. Mówimy, że możemy zapłacić 2 tys. peso, ale za taką cenę nikt z regularnych przewoźników nie chce płynąć. Jednak jeden z lokalsów pyta czy wystarczy nam mała łódź – oczywiście, że tak. Czym prędzej tłumaczą, nie znającemu w ogóle angielskiego bangkero (bangka znaczy łódź) o co nam chodzi, jeszcze szybkie tankowanie i można wchodzić na pokład 🙂 w ten sposób mamy swoją prywatną łódkę.

Nasz bangkero

Bangka ma bardzo prostą konstrukcję, kadłub wykonany jest z drewna, po bokach ma stabilizujące bambusowe pływaki. Konstrukcja nie zmieniła się od tysięcy lat, doszedł tylko silnik spalinowy. Nasza na co dzień nie służy do przewozu turystów. Woda ma piękny turkusowy kolor, płyniemy na północny wschód pomiędzy wyspami Cagraray i Sao Miguel.

W zatoce Lagonoy tworzą się dość duże fale, łódka musi płynąć w pewnej odległości od lądu na nieco większej głębokości. Czasami woda bryzga mocno do środka.

Po około godzinie desantujemy się na pierwszej wyspie – Pinamuntugan. Na plaży nikogo nie widać, widok jest niesamowity. Cała plaża dla nas! Obok jest niewielka około siedmio-metrowa skałka, można się na nią wspiąć i zrobić zdjęcia.

Pinamuntugan Beach
Panorama
Panorama

Taka piękna plaża a na niej jedna osoba, jak na bezludnej wyspie, niemożliwe! Okazuje się, że niedaleko plaży na wyspie, pewien pan buduje wiatę. Ruiny poprzedniej, zniszczonej przez tajfun stoją kilkanaście metrów dalej. Na wyspie było kilka jego psów. Po godzinie udajemy się w dalszą drogę, tzn. z powrotem. Fale są coraz większe, nasz bangkero musi ustawiać łódź prostopadle do nich, żeby uniknąć uderzenia w burtę. „Rafting” jest dodatkową atrakcją.

Bezludna wyspa
Typowa rasa filipińska
Fale

Kolejną wyspą jest zanikająca „Vanishing Island”. Do podwodnego brzegu przycumowany jest pływający domek. Wyspa zanika kiedy jest przypływ. Ponownie nie ma tutaj nikogo, mamy całą wyspę dla siebie.

Część która jeszcze nie zniknęła pod wodą

Spędzamy tutaj kilkadziesiąt minut i płyniemy dalej, do opuszczonego resortu na wyspie Cagraray. Nie wiem dlaczego resort został opuszczony, budynek jest w dość dobrym stanie, na dachu w basenie ciągle utrzymuje się woda. Pomost jest mocno zniszczony, ciężkie betonowe konstrukcje są przewrócone. Nasz przewodnik mówi, że budynek został opuszczony dwadzieścia lat temu, ale nie jestem przekonany czy dobrze nas rozumie.

Widok jest całkiem ładny, z lewej strony jest wulkan Mayon, tego dnia w chmurach.

Wnętrze
Pomost

Kolejną wysepką jest Bugias Island. Jest to niewielka skalista wyspa, z jedną palmą i klifami po stronie południowej – świetne miejsce na zrobienie zdjęć. Przy bezchmurnej pogodzie jest stamtąd dobry widok na wulkan Mayon i Malinao. Na wysepce jesteśmy około pół godziny, stąd blisko jest już do portu w Bacacay.

Bugias Island

Podsumowując wycieczka trwała około pięć godzin, dla nas był to czas zupełnie wystarczający na zobaczenie każdej z wysp. Każda była inna i na żadnej nie było innych łódek i ludzi. Rewelacja! Na końcu płacimy 2 tys. peso (152 zł) przewodnikowi. Pan jest bardzo zadowolony, dla niego to była lekka praca z dobrą dniówką.

Dzień był fantastyczny, tak kameralna wycieczka rzadko się zdarza. Ahoj przygodo!

0 /10
Ocena przygody

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *