Katalonia

Barcelona

Jeden dzień w mieście

Rano oddajemy auto – Barcelona jest dla nas jednodniowym przystankiem w drodze na Teneryfę. W hotelowej recepcji pytam, gdzie są protesty. Fajnie byłoby uczestniczyć w takim wydarzeniu, a mam ze sobą polską flagę, w jakimś sensie symbolizująca wolność. Recepcjonistki mówią, że już po wszystkim. Szkoda. W metrze spotykamy jednego „separatystę” w katalońskich barwach. Na ulicach można znaleźć napisy, a na balkonach wiele flag Katalonii. Najpierw jedziemy metrem do katedry Sagrada Familia. Najbardziej opłaca się kupić bilet T10, na 10 przejazdów dla wielu osób – np. 5 osób może skorzystać z przejazdu 2 razy. Wtedy jeden przejazd kosztuje około 1€.
Dojeżdżamy do katedry – na zewnątrz trwa niekończący się przez lata, szpecący budynek remont. Nie da się jej zobaczyć bez towarzystwa żurawi budowlanych. Zdawałem sobie sprawę, że tak będzie. Atrakcja jest przereklamowana, a do środka nie wchodzę, bo mnie to nie interesuje. W okolicy nie ma wyżej położonego punktu widokowego z widokiem na katedrę. Naprawdę słabo – najlepszy widok jest z drona… W pobliżu katedry, bezpośrednio na ulicy, mężczyźni pochodzenia arabskiego sprzedają magnesy na lodówkę za 1€. Nielegalnie, bo gdy je oglądamy, sprzedawca podrywa całą płachtę, żeby błyskawicznie się zwinąć. Ale alarm jest fałszywy – można kupować. W sklepach można negocjować. Marek kupił szalik FC Barcelony za 10€. Ja nie kupuję nic, bo jeszcze kupią za to jakiegoś piłkarza i go zmarnują 🙂 Długo można by wymieniać tych „zepsutych”.

Sagrada Familia

W metrze spotykamy tylko jedna osobę jadącą na protesty. Na ulicach można zobaczyć wymazane sprayem hasła wzywające do uwolnienia więźniów politycznych. Organizatorzy katalońskiego referendum niepodległościowego zostali skazani na wiele lat więzienia, podczas gdy w większości krajów europejskich taki czyn nie jest nawet przestępstwem.

"Uwolnić więżniów politycznych"

Idziemy przez miasto w kierunku plaży. Widzimy, jak policja legitymuje osoby, które chcą tylko wejść do parku. Musimy nieco zmienić trasę, dlatego że inny park jest zamknięty. Pogoda dziś jest taka sobie – słońce nie świeci. Szkoda, bo liczyłem na kąpiel w morzu. Na wielu balkonach widzimy wywieszone flagi katalońskie, generalnie ludzie solidaryzują się ze skazanymi.

Meczet

Po drodze mijamy sztuczne boisko do piłki nożnej. Może tutaj trenuje Barcelona? 🙂 Betonowe trybuny przypominają polskie stadiony z lat 80. Jestem zaskoczony, że jeszcze istnieje tutaj infrastruktura na tym poziomie.

"Camp Nou" 😉
Piramida w parku

Przemieszczamy się do okazałego 30 – metrowego łuku triumfalnego. Tego typu budowla była budowana zwykle z okazji ważnego zwycięstwa w bitwie. Ten z Barcelony jest z końca XIX wieku, został zbudowany z okazji wystawy światowej zorganizowanej w mieście.

Arc de Triomf

Dotarliśmy na plażę – zaczyna nawet trochę padać. Aneta nie uważa i fale zalewają jej buty 🙂 Miało być ładne zdjęcie plecami do morza 🙂

Przechodzimy przez miasto uliczkami, w kierunku największego placu i dalej do Casa Batlló i Casa Milà – budynków zaprojektowanych przez znanego architekta, Antonio Gaudiego.

"Wolność opinii i wypowiedzi":

Oświetlony budynek to Casa Batlló, pochodzi z początku XIX wieku. Jest bardzo bogato zdobiony, został wpisany na listę UNESCO. Moim zdaniem to najładniejszy budynek w mieście. W pobliżu stoi Casa Milà, budynek z fasadą przypominającą fale. Praktycznie nie ma w nim prostych elementów. Po drodze wychodzimy z metra pod Camp Nou.

Casa Batlló
Casa Milà

Wracamy do hotelu metrem, które jest w pełni automatyczne. W Barcelonie kursuje jedna  taka linia. Ta, która jeździ na lotnisko. Jesteśmy na miejscu. W hotelu – najdroższym jakim byłem – (ze względu na lokalizację blisko lotniska), wypada nam klamka do drzwi 🙂

Wracamy do hotelu

Barcelona. Jakoś nie czuję tego miasta. Raczej preferuję te mniejsze miasteczka. Dla nas był to przystanek przed znacznie ciekawszą Teneryfą.

0 /10
Ocena przygody