Tajlandia

Cheow Lan Lake

sztuczne jezioro w parku Khao Sok

Jezioro Cheow Lan i jaskinia Nam Talu w jeden dzień.

W naszym ośrodku kupujemy zorganizowaną wycieczkę jednodniową na jezioro Cheow Lan. To sztuczne jezioro powstałe przez wybudowanie tamy w 1987 r. Zalany został ogromny obszar, aż 185 km².  Mieszkańców przeniesiono, otrzymali ziemie w innym miejscu, odszkodowania, a także prawa do łowienia ryb w zbiorniku. Przebranżowili się w sadowników, plantatorów kauczuku, rybaków czy hodowców zwierząt. Zwierzęta z nowo powstałych wysp przenoszone były łodziami i śmigłowcami. Wycieczka kosztuje 1300 THB (169 zł) za osobę. Jest to rozsądna opcja, przy czterech osobach można próbować dojechać skuterem i wynająć łódź indywidualnie, może wtedy wyjdzie taniej. Rano van zbiera wszystkich chętnych, podjeżdża pod każdy ośrodek, nie trzeba nigdzie chodzić. Śniadanie i w drogę.

Przystań łodzi

Kupiliśmy zorganizowaną wycieczkę, obejmującą atrakcje, transport, przewodnika, wodę i obiad, ale nie było w niej wstępu na przystań, więc nie możemy płynąć. Chyba, że staniemy w kolejce do kasy i zapłacimy około 1,50 zł. Przed nami odpływa dziesięć łodzi, silniki głośno pracują. Jezioro jest duże, miejsca wystarczy dla wszystkich. Łodzie zabierają po kilkanaście osób, na naszej jest dziesięć. Zakładanie kamizelek jest obowiązkowe, przewodnik bardzo tego pilnuje.

Inna wycieczka

Woda ma piękny turkusowy kolor,  w promieniach słonecznych robi się bardziej niebieska. Mamy dobre miejsca na przedzie łodzi.

Tajowie śmigają na łódkach

Jak powstały występujące tu i w okolicy Krabi wapienne skały? Miliony lat temu znajdowały się pod wodą, była to część rafy koralowej. Erozji skał dokonała woda i kwaśne deszcze.

Dopływamy do charakterystycznego miejsca na jeziorze, czyli formacji trzech strzelistych skał wystających z wody. Oglądaliście Avatara? Na Pandorze były skały unoszące się w powietrzu, tutaj wystają z wody. To z tego miejsca zaczerpnięto inspirację.

Symbol jeziora - charakterystyczne skały
Niesamowity kolor oświetlonej wody

Płyniemy na obiad do domków unoszących się na wodzie. Możecie tutaj nocować jeśli wykupicie dwudniową wycieczkę.

Dopływamy do domków na wodzie
Dokowanie

Obiad jest w formie stołu szwedzkiego, ryby, pad-thai i inne tajskie przysmaki, nikt nie powinien być głodny. W części wewnętrznej można popływać w jeziorze, z pomostu da się skakać do wody. Na trekking do jaskini z naszej grupy idzie łącznie z nami tylko pięć osób. Dobrze, że grupa będzie mała. Nam Talu ze względu na poziom wody jest dostępna tylko w porze suchej. Miejscami trzeba przepływać lub przechodzić przez wodę po szyję i przeciskać się pomiędzy wąskimi skałami. Potrzebna jest czołówka, plecak wodoodporny, lub pokrowiec na telefon. Ewentualnie rzeczy można zostawić w dżungli, i wrócić po nie po wyjściu. Nie polecam, nam zginęły buty. Łódź zabiera chętnych na brzeg.

Początek szlaku - ścieżką obok wody

Na początku idziemy wzdłuż strumienia łączącego się z jeziorem. Potem przez dżunglę. Dojście do jaskini zajmuje około godziny i dwudziestu minut.

Przez dżunglę
Przedj wejściem do jaskinii
Wejście do jaskinii Nam Talu

Będziemy wchodzić jako pierwsza grupa. Jaskinia jest domem dla wielu form życia: setki nietoperzy, ślepe ryby, żaby, pająki.

Pływanie w czarnej wodzie z czołówką, z nietoperzami nad głową i przeciskanie się pomiędzy skałami w wodzie po piersi daje zastrzyk adrenaliny! Momentami nie czułem dna. Bez umiejętności pływania lepiej nie ryzykować. Nie jest to rozrywka dla ludzi o słabych nerwach 🙂

Draperia

Przejście jest bardzo fajne, jedynie przewodnik zaczyna nas irytować ciągłym poganianiem, bo za nami gdzieś tam jest kolejna grupa.  Od połowy jaskini puszczamy go przodem z pozostałymi osobami i idziemy właściwie sami 🙂

Żaba udająca martwą
Nietoperze
Wyjście z jaskinii

Przejście przez jaskinię zajęło 45 minut. Warto było! Wracamy na pół godziny do pływających domków, można chwilę popływać. Gdy grupa się zbiera odpływamy na przystań, po drodze widzimy drzewa które jeszcze nie poddały się wodzie. Czyżby stały tak ponad 30 lat?

Wystające ponad powierzchnię drzewa
Łodzie przy przystani
W domku zostawiliśmy na kolację owoce mango, po powrocie okazało się, że zostały zjedzone przez małpy, które weszły przez uchylone okno.
0 /10
Ocena przygody

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *