Chorwacja

Dinara

Opis wejścia na najwyższy szczyt Chorwacji

Pierwszy dzień wyprawy na Bałkany

Dinara to nasz pierwszy cel dwutygodniowego wyjazdu samochodowego na Bałkany. Mamy zamiar zdobyć najwyższe szczyty w Chorwacji, Bośni, Czarnogórze, Kosowie, Macedonii i w Grecji. Zespół jest dwójkowy – ja i kolega Andrzej.

Przemek
Andrzej

Z Polski wyjeżdżamy w sobotę o 3 rano. Wyjazd jest budżetowy, większość noclegów będzie w namiotach w górach lub na kempingach. Nie mamy żadnej rezerwacji.
Bagażnik w aucie został wypchany po dach 🙂 Aby zminimalizować koszty, zabieramy pasażerów przez bla bla car. Najpierw dwoje Czechów z Opawy do Wiednia, później Austriaczkę z Wiednia do Graz, następnie Chorwata z Graz na autostradę za Zagrzebiem.

Samochód mamy tak wypchany, że rzeczy znajdują się także za zagłówkami. W tym zielonym pojemniku są kawałki pieczonego kurczaka na kolację. Andrzej pyta dwójkę Czechów, czy im to nie przeszkadza 🙂 Oczywiście, że nie 🙂 W Austrii prawie mamy wypadek, ktoś nam zajeżdża drogę. Kolega musi odbić na drugi pas. Z powodu gwałtownego hamowania kurczak leci przez auto, ale na szczęście kończy się tylko na strachu, tzn. kurczak nadaje się nadal do jedzenia 🙂

Do Glavas, czyli miejsca startu na Dinarę, dojeżdżamy w nocy, około 23. Na miejscu jest kilku innych Polaków. Mówią nam, że to już ich trzecia próba zdobycia góry! Pierwsza się nie powiodła z powodu zalegającego śniegu. Druga z powodu burzy. Trzecia będzie jutro. Niestety, w prognozach na godzinę 11 zapowiadana jest burza. Rozstawiamy nasze jednoosobowe namioty i robimy kolację. Tzn. chcemy coś ugotować na kuchence, ale gaz nie chce się dobrze palić. Pierwszy dzień i od razu awaria. Rodacy użyczają nam swojej kuchenki. Jutro trzeba wstać wcześnie, żeby zdążyć przed burzą.

Infrastruktura w Glavas, to ławki i dwa stoły pod dużym drzewem oraz studnia z wodą do picia i do mycia. Jest jeszcze zamknięty metalowy kontener-schron i duże pojemniki na śmieci.

Studnia w Glavas

Wstajemy o 5:30.Wczoraj wieczorem nie przygotowaliśmy się do szybkiego wyjścia, robimy śniadanie, pakujemy się i wychodzimy w górę o 7:00. Zachmurzenie jest duże, nie będzie ładnych widoków. Druga polska ekipa jeszcze śpi w namiotach. Startujemy z wysokości 573 m, szczyt Dinary (Sinjal) leży na wysokości 1831 m. Zamierzamy przejść pętlę o długości 15,5 km.

Około 450 metrów od parkingu w Glavas zainteresowały nas ruiny zamku. Zamek należał do rodziny, która miała w okolicy kilka takich posiadłości. Można wejść do środka.

Widok wstecz

Na wysokości 1000 m znajduje się pierwsze źródło wody, przydatne w upalne wakacyjne dni, ale nie dziś.

Szlak oznaczany jest czerwonym kółkiem, z białą kropką w środku, oraz czerwono-białymi tyczkami. Tyczki przydają się w zimie i przy takiej pogodzie, jaka za chwilę nadejdzie.

Zastanawiamy się, czy dobrze idziemy. Kolejne źródło wody jest na wysokości 1260 m, przy starej, zbudowanej z kamienia chacie.

Początek

Nadchodzą chmury, za chwilę widoczność drastycznie się pogorszy. Jeszcze wstecz można spojrzeć na drogę, którą przebyliśmy, w górze jest tylko mgła.

Widok wstecz na dolinę

Wchodzimy w chmurę, widoczność spada do kilkunastu metrów. Teraz widać, jak pomocne przy takiej pogodzie są tyczki. Wiatr zaczyna być coraz mocniejszy, Na pewno wieje z prędkością większą niż 100 km/h. Na grzbiecie zaczyna nami rzucać, wiatr jest tak głośny, że trzeba krzyczeć żeby się porozumieć.

Odtwórz wideo

Z mgły wyłania się nagle schronisko Drago Grubać. W środku jest jedna osoba. Tam chwilę odpoczywamy i konsumujemy kanapki.

Warunki nie rozpieszczają. Im wyżej, tym wiatr mocniej hula. Wydaje nam się, że tutaj wieje z prędkością około 150 km/h.

Po trzech godzinach trekkingu meldujemy się na szczycie. Na górze jest postument i schron z flagą Chorwacji.

Dobrze, że udało się nam tutaj dotrzeć. Wejście na górę jest proste, a dodatkowe trudności pogodowe zwiększyły nieco satysfakcję z jej zdobycia 🙂 Jedyną spotkaną osobą po drodze był człowiek ze schroniska.

Schodzimy drugą stroną w lekkim deszczu. Po wyjściu z chmur wydaje nam się, że spodziewana burza nie nadejdzie, robi się coraz ładniej. Kładziemy się na trawie i wtedy uderza piorun. Trzeba schodzić.

Na wysokości 843 m, po lewej stronie szlaku znajduje się Czerwona Jaskinia (Crvena pećina). Idealne miejsce na przeczekanie burzy. Wchodzimy do środka, a po kilku minutach zaczyna się ulewa. Musimy przeczekać tutaj pół godziny.

Przy aucie jesteśmy z powrotem o 13:30, czyli całość z odpoczynkami zajęła nam sześć i pół godziny. Nie ma już nikogo na miejscu, druga ekipa musiała odpuścić. Z góry schodzą jeszcze dwa mokre duże psy, wyglądają jak hieny, ale nie są agresywne. Po chwili przychodzi duża burza z piorunami i ulewnym deszczem. Pada trzy godziny, ale namioty dają radę. Pierwszy cel został zrealizowany, kolejnego dnia jedziemy do Bośni.

Krater
0 /10
Ocena przygody

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *