Filipiny

Donsol

czyli polowanie na rekiny wielorybie

Donsol to niewielka wioska - najlepsze miejsce na świecie do obserwacji Rekinów Wielorybich w naturalnym środowisku.

Rano przy akompaniamencie piania kogutów dostajemy duże śniadanie podane na taras. Ryż z mięsem, jajecznica, kanapka, banany i kawa. Byliśmy zaskoczeni takim królewskim traktowaniem 🙂 Jest to super opcja dla aktywnych osób, rano na miejscu można porządnie się najeść i nie tracić czasu.

Niedaleko naszego apartamentu znajduje się szkoła lotnictwa. Codziennie rano kadeci ubrani na biało, wbiegają na wzgórze Lignon równym krokiem, prowadzeni przez lidera w amerykańskim wojskowym stylu. Prowadzący intonuje a wszyscy za nim powtarzają – Good morning sir! Good morning ma’am! Odpowiadamy uśmiechem.
Mimo wszystko wychodzimy trochę za późno, to była pierwsza noc w łóżku po 53-ech godzinach podróży 🙂 Jedziemy do Donsol, żeby zobaczyć wielkiego Rekina Wielorybiego. Rekiny przypływają w to miejsce ze względu na duże ilości planktonu. Jest to najlepsza strefa na świecie do ich obserwacji w naturalnym środowisku. Rekiny na Filipinach można oglądać jeszcze w Cebu, ale czytałem że przypomina to bardziej cyrk. Żeby dojechać do Donsol z Legazpi trzeba się dostać najpierw do terminalu, koszt dojazdu jeepem 10 peso/osoba. Z terminalu wyruszają vany, koszt 100 peso/osoba (7,60 zł) w jedną stronę, jeśli zbierze się piętnaście osób. Stanowiska są bardzo dobrze oznaczone. Musimy czekać na kolejne osoby, ostatni van wraca około 16-tej z Donsol do Legazpi, więc aby wyruszyć szybciej decydujemy się dopłacić dodatkowe 100 peso/osoba, razem z dwójką Niemców.

Odtwórz wideo

W Donsol jest nas czwórka. Ponownie czekamy na dwie dodatkowe osoby, żeby uzbierał się komplet w łodzi. Niestety podczas półgodzinnego oczekiwania, przychodzą jedynie kompletne sześcioosobowe grupy, więc składamy się na dwa brakujące miejsca. Koszt wycieczki to około 1175 peso/osoba. Jeżeli łódź jest pełna cenę można obniżyć do 783 peso/osoba (około 58 zł). Dodatkowo wypożyczamy maski i płetwy, co kosztuje 300 peso/osoba (22,80 zł). Mowią nam, że rekiny są szybkie, więc płetwy mogą się przydać.

Wybrzeże w Donsol nie prezentuje się spektakularnie

Przed wejściem przedstawia się nam młody człowiek, obserwator i badacz rekinów. Pyta czy może z nami płynąć, oczywiście zgadzamy się. Załoga łodzi składa się z kilku osób, podczas pływania cześć załogi wypatruje rekinów – jeśli uda się zobaczyć rekina, siadacie z jednej strony łodzi i na znak przewodnika wskakujecie do wody.

Pływanie po zatoce trwa trzy godziny, jednak tego dnia nie mamy szczęścia, nie ma rekinów ani delfinów. Drugi raz jestem w podobnym miejscu, wcześniej na wyspie Pico na Azorach i drugi raz mam pecha. W drodze powrotnej łódka zatrzymuje się niedaleko niewielkiej rafy koralowej, możemy popływać w maskach. Przy zakładaniu maski pęka pasek, na szczęście chłopak którego wzięliśmy proponuje pożyczenie swojej. Pierwszy raz używam takiego sprzętu, oddycha się trudno. Pływam kilkanaście minut obserwując koralowce. Poznana na wycieczce para z Niemiec jest z Monachium, rozmowa schodzi oczywiście na tematy piłkarskie. Czy Robert Lewandowski daję rade w Bayernie? Komu kibicowałem na Euro 2012 w meczu Niemcy – Włochy? Odpowiedziałem, że Włochom 🙂

Wracamy do Donsol, żegnamy się z Fabianem i Kathrine. Oddajemy sprzęt, nie chciano od nas dodatkowej opłaty za zerwany pasek 😉 Po wszystkim siedzimy na ulicy zastanawiając się, gdzie dalej ruszyć. Podchodzi do nas kierowca trycykla, po krótkim namyśle ruszamy z nim pozwiedzać okolicę. Jedziemy najpierw na niewielkie wzgórza z kaplicą na szczycie. Jeden z miejscowych wchodzi wysoko na palmę, zerwać świeże kokosy dla nas. Sok kokosowy i „mięso” są bardzo orzeźwiające, super. Po wypiciu soku za pomocą maczety odcina się ze skorupy łyżkę, służącą do wyskrobania „mięska”.

Kokosowe mięsko

Po drodze musimy wymienić w kantorze trochę dolarów. Przed wymianą pracownik pyta do czego nam potrzebne peso. – Żeby wydać tutaj. – Ok. Jakbym za te peso miał wykupić połowę Filipin 🙂 Jedziemy do Donsol, w okolice terminalu blisko morza. Nasz kierowca oprowadza nas po wiosce, widoczne są zniszczone przez grudniowy tajfun „Tisoy” domy oraz łodzie.

Miejscowa ludność trudni się głównie rybołówstwem. Przechodzimy po gęsto zamieszkałej wiosce, po drodze Aneta częstuje dzieci żelkami. Dzieci nie znają jeszcze angielskiego, jego naukę zaczynają w szkole podstawowej.

Mamy okazję przekonać się, jak ludzie żyją w wiosce. Małe klitki są blisko siebie, zbudowane z tego co jest. Ludzie żyją z dnia na dzień, co roku tajfuny mogą zniszczyć dom, a następnego dnia mieszkańcy go odbudowują.

Dzieci chętnie pozują do zdjęć
Jeepney z Donsol

Potem jedziemy na targ rybny. Ceny ryb wynoszą około 120-150 peso (9-12 zł) za 1 kg. Wybór przeróżnych stworzeń morskich jest bardzo duży. Są kolorowe ryby, kraby, małże, krewetki a nawet płaszczki. Nasz kierowca – Frial proponuje, że jego żona może przygotować kolację dla nas w jego domu.

Kupujemy ryby i kraby na targu, a przyprawy i piwo w sklepie. Frial zostawia wszystko w domu i jedziemy nad rzekę na obserwację świetlików. Na wycieczkę trzeba poczekać, aż zrobi się ciemno. Siadamy na tarasie, można tu podładować telefony.
Frial opowiada o życiu na Filipinach. Jest ojcem czwórki dzieci. Co jakiś czas wyjeżdża na kilka miesięcy do Manili, żeby w stolicy zarobić więcej jako kierowca. Nie ma czasu brać wolnego. Mówi, że pracujesz, inwestujesz w córkę a potem – ona odchodzi z mężem i cała Twoja inwestycja przepada 🙂 Życie.

Są już inni turyści, łódź zabiera maksymalnie sześć osób. Dzielimy koszty z parą Anglików, razem z nami jest jeszcze sternik oraz przewodnik. Anglicy także byli na obserwacji rekinów wielorybich, udało im się zobaczyć rekina dopiero za czwartym razem. Rekin nie był widoczny gołym okiem z łodzi, należało mieć sprzęt do nurkowania. Wycieczka trwa około 40-60 minut, w zależności od odległości do drzewa które wybiorą świetliki. Płyniemy w całkowitej ciemności, sternik co jakiś czas świeci latarką. Świetliki siedzą w ogromnej kolonii na jednym drzewie, jest to kilka tysięcy owadów. Zatrzymujemy się kilkanaście metrów od drzewa. Świetliki świecą w sposób synchroniczny, pulsują tak jakby był to jeden wielki organizm. Ma to uchronić je przed ptakami. Pani przewodnik jest bardzo miła i ciekawie opowiada o zwyczajach owadów. Niestety nasze aparaty nie są w stanie zrobić dobrego zdjęcia w nocy. Jeśli będziecie w Donsol koniecznie się wybierzcie, by zobaczyć ten niezwykły nocny pokaz natury. Żadne nagranie nie odda nastroju i wyglądu tego miejsca na żywo. Wycieczka kosztuje 312 peso/osoba (24 zł),  cała łódź 1250 peso. Przy sześciu osobach można zmniejszyć cenę.

Po dopłynięciu do brzegu jedziemy na kolację do domu Friala, próbujemy wcześniej kupionych ryb z ryżem i krabów. Frial odwozi nas w nocy do hotelu nad brzegiem oceanu. Mamy tani pokój za 300 peso na osobę. Płacimy naszemu kierowcy 1000 peso za prawie cały dzień. Niestety jest za późno na spacer po plaży. O piątej rano wstajemy, żeby wrócić pierwszym jeepem do Legazpi.

Kolacja
Krab

Był to bardzo ciekawy dzień, sporo zobaczyliśmy, najbardziej szkoda schowanego rekina, za to świetliki zrobiły robotę 🙂

0 /10
Ocena przygody

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *