Tajlandia

Dragon Crest

tajlandzka Trolltunga

Wejście na punkt widokowy Khuan Sai w parku Khao Ngon Nak.

Z Ao Nang jedziemy kolejny raz na zachód wzdłuż wybrzeża, około 20 km. Dragon Crest to skalna półka z szerokim widokiem na morze i ląd z drugiej strony. Trochę jak norweska Trolltunga. Taka mini. Skała jest w parku narodowym na wysokości 542 m na górze Hang Nak. Zostawiamy skuter na parkingu. Wejście jest bezpłatne, można zostawić dowolną kwotę na utrzymanie parku. My wrzuciliśmy do puszki 100 THB. Trzeba się wpisać do książki wejść. Idziemy w górę drewnianymi schodami przez dżunglę.

Początek szlaku

Na szlaku można spotkać węże, jaszczurki, agamy, kolorowe motyle. Widzimy gibbony przemieszczające się wysoko w koronach drzew. Na trasie są ułatwienia w postaci drewnianych schodków, szlak jest dobrze utrzymany, ścieżki są wydeptane. Poza wysokością nie ma żadnych trudniejszych technicznie miejsc. Dotarcie tutaj nie stanowi żadnego wyzwania, po prostu idzie się w górę.

Tirumala Hamata - Niebieski Tygrys
Młoda Agama

Wejście trwa około dwóch godzin, trasa w jedną stronę to 3,6 km. Ruch turystów jest umiarkowany, więcej osób przyjeżdża tutaj po dziesiątej. Punktów widokowych po drodze jest kilka. Najpierw mamy widok na zachodnio-północną stronę z wyspami Hong i Koh Yao. Gdzieś tutaj jest Silanto Beach. Widoki podobno jedne z lepszych w prowincji Krabi. Ładnie, ale mi bardziej podobały się te z Railay.

Pierwszy widok - wyspy Hong
Widok na wschodnią stronę

Docieramy do celu. Jest tu tabliczka informująca o niebezpieczeństwie wejścia na półkę skalną. Wszyscy obchodzą siatkę obok. Pracownik parku pokazuje, którędy powinno się iść. Trzeba uważać, z półki można spaść. Nie ma pośpiechu, można posiedzieć ile się chce i zrobić zdjęcia. Nikt nas nie pogania.

Na Khuan Sai
Panorama
Jestem na półce

Wracamy tą samą drogą. Trekking zajął niecałe 4 godziny. Po drodze do Ao Nang zatrzymujemy się na jednej z plaży na wybrzeżu na odpoczynek. W taki gorący dzień trzeba wejść do wody.

Po powrocie oddajemy skuter, żegnamy się z miłym gospodarzem, który pokazuje nam skąd odjeżdża transport do Krabi. Jedziemy songthaew, czyli półciężarówką z dwiema ławami i wejściem z tyłu. Na suficie są przyciski informujące kierowcę o tym, że ktoś chce wysiąść. Pojazdy jeżdżą według rozkładu jazdy, ale nie tak często jak na Filipinach. Na kolejny trzeba czekać około pół godziny. Do Krabi dojeżdżamy w nocy.

Musimy przejść kawałek piechotą. Na ruchliwym skrzyżowaniu jest przejście dla pieszych z wysepką z wielkimi krawężnikami. Spora przeszkoda dla rowerów czy wózka. W Tajlandii niepełnosprawni siedzą w domu. Mimo, że kraj nie jest biedny, nie likwidują barier terenowych, nie budują podjazdów. Dowiedziałem się, że Tajowie wierzą, że niepełnosprawność to karma za poprzednie wcielenie. Mamy nocleg w The White House, czyli domu prowadzonym przez Anglika i Tajkę. Pokazuję właścicielowi jaką podróż wygenerował mi Google Travel, kiedy dostałem od niego e-mail. Rzekomo miałem się udać do … Waszyngtonu 🙂 Google uznał, że mam nocleg w Bialym Domu. Muszą jeszcze poprawić algorytm 🙂

Przejście dla pieszych - fot. google maps

Krabi Night Market

Krabi to miasto bez plaży, z lotniskiem wybudowanym w dżungli. Wieczór to okazja do zobaczenia nocnego targu w mieście.
Idziemy piechotą, może po drodze trafi się jakiś środek transportu. Dystans to około 5 km. Nic nie nadjeżdża, za to zatrzymują się obok nas kierowcy jadący w tym samym kierunku drogimi autami np. Toyotą Hilux, proponując podwózkę w cenie taxi. Zawsze białas to okazja do zarobku. Mimo, że mają już auto wartości 120-150 tys. zł, to nie przepuszczą okazji do zarobienia 20-30 zł. Proponuję połowę stawki taxi, kierowca i tak ma po drodze, a czas to 5 minut. Tyle bym zapłacił w Lublinie za regularną taksówkę. Kierowca nie zgadza się, idziemy dalej. Podjeżdża kolejne drogie auto, sytuacja powtarza się. Za takie pieniądze w Polsce BlaBlaCarem wiozę ludzi 300 km, czyli jakieś 60 x dalej 🙂 Oni w ogóle się nie wstydzą, jeszcze można byłoby to zrozumieć gdyby byli biedni. Jeśli już miałbym auto za ponad 100 tys. zł, to wstyd byłoby mi żebrać o 20 zł. Jestem zniesmaczony tymi ludźmi. Zmęczona Aneta nie chce iść dalej. W końcu podjeżdża trzeci pick-up, płacimy ile chce i wysiadamy niedaleko targu. Na szczęście można tam kupić piwo i się wyluzować. Na nocnym targu jest mnóstwo różnych ulicznych przysmaków, są też ryby. Tylko, że jak na nocny – trochę szybko się kończy. O 22-giej sprzedawcy się zwijają. Do domu wracamy na piechotę 🙂

Krabi Night Market
Kraby nad rzeką w Krabi

Z tego wszystkiego zapomniałem obejrzeć białej świątyni w Krabi. W nocy męczę się po zjedzonej rybie – pewnie jakieś lokalne bóstwo mnie przeklęło czy coś takiego 😉

0 /10
Ocena przygody

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *