Filipiny

Mayon

próba podejścia na wulkan

Szlakiem na Mayon.

Kolejnego dnia wychodzimy dość późno. Na początku jedziemy do wypożyczalni skuterów, ale ostatecznie nie wypożyczamy z powodu zbyt wysokich sankcji w przypadku jakiegoś problemu. Na Filipinach nie ma czegoś takiego jak ubezpieczenie. Ostatecznie decydujemy się zobaczyć jak wygląda szlak na wulkan Mayon. Jest to jeden z najbardziej aktywnych ostatnio wulkanów na świecie, ma 2463 m wysokości. Od czasu wybuchu w 2018 r. nie odwołano zakazu wejścia, obowiązuje alert o stopniu 2. Chcemy dojść przynajmniej do miejsca z jakąś widocznością.

Odtwórz wideo

Jeepem dojeżdżamy do mostu w okolicy miejscowości San Isidro, stamtąd ruszamy przez wioskę szlakiem „new lidong”. Mieszkańcy wioski wykorzystują skały wulkaniczne do budowy domów. Nic się tutaj nie marnuje. Po drodze dzieci wołają na nas „Americano” – wielu Filipińczyków mieszka w USA, choć wyjechać nie jest łatwo.

Szlak przecina dżunglę z palmami, początkowo idzie się łatwo, później dżungla robi się coraz bardziej zarośnięta, przez to poruszamy się zdecydowanie wolniej niż zakładaliśmy.

Odtwórz wideo

Szlak to stare ścieżki, rzadko uczęszczane.

Nikt już tu nie mieszka
Aneta pokonuje przeszkody
Którędy teraz?

Skręcamy w lewo do suchego kamiennego koryta. Woda pojawia się tylko przy dłuższych opadach. Pogoda zaczyna się pogarszać, niestety nici z widoków.

Mayon niestety w chmurach

Po drodze jest punkt widokowy, drabinka i platforma, z powodu chmur niewiele widać.

Platforma widokowa
Szlak nie jest lekki 🙂
W wąwozie

Przechodzimy przez niewielki wąwóz, mocno zarośnięty paprociami. Za nim jest kolejne koryto, rumowisko z wielkimi kamieniami i wyrwanymi przez wodę drzewami. Szukamy zaznaczonego na mapie „rest area” ale są tu tylko krzaki. W czasie tajfunu przebywanie w tym miejscu na pewno jest niebezpieczne. Po wyrwach w ziemi widać, że poziom wody może być wysoki.

Samo dojście w to miejsce trwało dość długo, dżungla skutecznie opóźnia poruszanie się. Wejście na wysokość jedynie trzystu metrów zajmuje nam dwie godziny. W promieniu kilku kilometrów nie ma żywej duszy, jest cicho. Z powodu pogarszającej się pogody wracamy.

Powrót

W samą porę, gdy docieramy do wioski zaczyna padać. Deszcz przeczekujemy przed lokalnym sklepikiem. Nie można kupić tam owoców, są tylko szybkie przekąski, ciasteczka, słodkie i słone, żelki itp. Mimo wszystko te produkty są lepsze niż w naszym kraju, nie mają w sobie tyle chemii. Do domu wracamy jeepem. W Legazpi muszę kupić nowe buty, te kupione w Polsce przed wyjazdem zaczynają się rozpadać po tygodniu używania.

0 /10
Ocena przygody

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *