Singapur

Gardens by the Bay

lotnisko i ogrody nad zatoką

Pierwszy dzień w Azji.

Po trzynastu godzinach lotu lądujemy w Singapurze, około szóstej rano. Changi wielokrotnie wygrywa konkursy na najlepsze lotnisko świata. Lotnisko jest olbrzymie, błąkamy się w poszukiwaniu wyjścia na przystanek autobusowy 🙂 W końcu kupujemy kartę sim, chociaż jesteśmy tutaj tylko jeden dzień (karta jest ważna tylko tydzień). Bez internetu traci się jednak czas. W Singapurze google maps w zakresie komunikacji publicznej działa doskonale. Co ciekawe, w takim miejscu – sklepie w wielkim azjatyckim centrum finansowym, nie da się zapłacić kartą. Tylko gotówka.

Jewel

Rano nie ma wielu ludzi, idziemy do Jewel – kompleksu z największym na świecie sztucznym wodospadem wewnątrz budynku. Wodospad o tej porze nie działa, ale miejsce i tak robi oszałamiające wrażenie. Rośliny rosną na piętrowych tarasach, w tym wielkie drzewa. Naprawdę można tutaj odpocząć. W tym miejscu zatrzymuje się wewnętrzna kolej lekka do transportu pomiędzy terminalami. Kompleks kosztował 1,25 mld USD. Na samym lotnisku jest mnóstwo przestrzeni, korytarze są szerokie, mają nawet dywany. W Europie trzeba się przeciskać pomiędzy szafkami z kosmetykami, a tutaj taka przestrzeń. Do wodospadu już działającego wracamy przedostatniego dnia wycieczki – link.

Na lotnisku jest mnóstwo roślin

Wychodzimy na zewnątrz, upał i duża wilgotność powietrza uderza, a ja mam długie spodnie. W takim klimacie nie da się wyżyć. Wracam na lotnisko do łazienki przebrać się w krótkie, ale to niewiele daje. Jedziemy autobusem w rejon centralny Singapuru. Można kupić kartę do przejazdów, wtedy bilety są tańsze. Kartę skanuje się przy wejściu i wyjściu. Czasem do autobusu wchodzi ochroniarz, przeczesuje wzrokiem pasażerów, sprawdza czy nie ma zostawionych rzeczy. Zajmuję to tylko chwilę. Chcemy zobaczyć małpy w lesie i most wiszący, ale ścieżki są zamknięte. Zamiast tego odpoczywamy w cieniu nad najstarszym zbiornikiem wodnym w Singapurze. MacRitchie Reseivor został ukończony w 1868 r. Singapur miał wcześniej ciągłe problemy z wodą pitną, w państwie nie ma ani jednej rzeki. Nad brzegiem widzieliśmy metrowego warana.

Tak mieszkają Singapurczycy
Zbiornik MacRitchie

Po pikniku jedziemy metrem w rejon Mariny. To najlepszy sposób poruszania się, klimatyzowane metro jest tanie i nowoczesne, można w nim odpocząć od upału 🙂 Na ekranach wyświetlane są cały czas filmy przypominające co robić w trakcie ataku terrorystycznego, albo pokazujące skuteczność policji. W Singapurze są bardzo wysokie mandaty, w metrze nie wolno jeść ani pić, palenie jest zabronione w miejscach publicznych – mandaty za papierosa wynoszą od 1000 do nawet 3000 SGD, czyli prawie trzykrotność naszej waluty. Karze podlega głośne zachowywanie się na ulicy, zaśmiecanie, żucie gumy, podłączenie się do niezabezpieczonego Wi-Fi czy nawet chodzenie nago w swoim mieszkaniu. Choć nie palę, takie ograniczenia mi na początku przeszkadzały, ale szybko zacząłem się dobrze czuć w mieście. Po wyjściu ze stacji metra dochodzimy do pięcio gwiazdkowego hotelu Marina Bay Sands. Singapur słynie z tego widoku. Unikatowy projekt – łódź na trzech wieżowcach, na samej górze baseny – koszt z działką i mniejszymi budynkami wyniósł 4,5 mld USD. Pokoje są w cenie od 1600 zł za dobę. Niestety nie było wolnych 🙂 sprawdzałem.

Marina Bay Sands

Popyt na miejsca noclegowe jest tak duży, że właściciele planują dostawienie czwartej niepołączonej z główną strukturą wieży. Po drugiej stronie hotelu są ogrody Gardens by the Bay, największa atrakcja turystyczna w Singapurze. Ogrody to ponad stu-hektarowy park, z bujną tropikalną fauną i osiemnastoma sztucznymi drzewami. Drzewa pozyskują energię i wodę ze środowiska. Najwięcej drzew jest w miejscu „Supertree Grove”, najwyższe 50-metrowe wraz z pomostem jest dostępne dla turystów, jeśli pogoda pozwala. W trakcie naszej wizyty zaczął padać deszcz, obsługa zamknęła wejście. Ogrody przypominają nieco świat znany z Avatara, zwłaszcza w nocy.

Sztuczne drzewa
Białe jaja na wodzie świecą w nocy na różne kolory.
Bambusy i lwy
Ogrody po deszczu
Drewniany tron
Zimorodek

Na lotnisku i w niektórych punktach miasta są darmowe dystrybutory z wodą, co ratuje życie 🙂

Poidło przy Marina Barrage
Widok z dachu hali przy zaporze

Czekamy na pokaz światła i dźwięku. Pokazy są codziennie o 19:45 i 20:45. Trwają piętnaście minut i gromadzą sporą ilość ludzi. Drzewa zaczynają się zapalać, świecą synchronicznie w rytm muzyki. Jedyny w swoim rodzaju show, można się zapatrzeć 🙂 W pokazie bierze udział także hotel, podświetla się na różne kolory.

Koniec. Wracamy przez most Helix, zaprojektowany jako struktura DNA. Jest także ładnie podświetlony.

Helix Bridge

Po lewej widoczny jest unikatowy budynek Muzeum Nauki i Sztuki – w kształcie kwiatu.

Muzeum nauki i sztuki

Nie mamy żadnego noclegu, o północy wylatujemy na Filipiny do Legazpi z przesiadką w Cebu. Wracamy na lotnisko. Do Singapuru powrócimy za dziewiętnaście dni. Miasto-państwo ze swoją nowoczesną architekturą robi na nas mega wrażenie. Teraz  będziemy lecieć Cebu Pacific, to filipińska tania linia. Filipińczycy zablokowali wcześniej moją kartę pokładową, muszę się zgłosić do stanowiska obsługi. Wlatując na Filipiny trzeba mieć bilet powrotny. Przedstawiam bilet wyjazdowy z Filipin, mimo że jest w systemie linii. Dopiero wtedy mogę przejść przez bramki. Rozpoczyna się odprawa.

Changi

Prawie wszyscy stoją w kolejce, kiedy z krzesełka wstaje starszy człowiek, pracownicy wstrzymują odprawę – mamy seniora! Prosimy go przepuścić. Ludzie czekają aż senior dojdzie do stanowiska, odprawia się bez kolejki. To przejaw wyjątkowego szacunku Filipińczyków dla starszych osób.

0 /10
Ocena przygody

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *