Kosowo

Gjeravica

Opis wejścia na najwyższy szczyt Kosowa.

Szósty dzień na Bałkanach

Na przejście graniczne w dojeżdżamy w nocy. Mamy tylko kontrolę paszportów. Strażnik pyta o cel przyjazdu. – Jedziemy w góry. – To nie macie swoich? 🙂 Wjeżdżając do Kosowa trzeba wykupić ubezpieczenie OC dla auta. Ważne na dwa tygodnie to koszt 15€. Z wyżej położonej drogi widzimy niekończące się światła. Jakieś duże miasto, choć na mapie nic takiego nie ma? Tereny są mocno zabudowane. Jesteśmy zszokowani autami, jakie mijamy po drodze. Dopiero co po drogach jeździły stare golfy, a tutaj co drugi pojazd to nowy niemiecki samochód. Audi, BMW, Mercedes, VW z wyższej półki. Nawet Maserati. Wiele suv-ów. Japońskie auta nie trafiają w tutejsze gusta. Ruch jest duży i trzeba uważać na miejscowych kierowców. Już zaczynam rozumieć, dlaczego Kosowo oderwało się od Serbii. Kolega bał się, że ukradną mu Leona, ale to żaden łakomy kąsek. Chyba, że te wszystkie czarne, błyszczące auta to pojazdy mafii 🙂 Nocujemy w hotelu Swiss w Decani, jeden nocleg kosztuje 10€ /osoba. Recepcjonista mówi, że ostatnio mają wiele osób, które udają się na Gjeravicę.

Mimo że wczoraj wchodziliśmy na Zlą Kolatę, jesteśmy w dobrej formie. Po raz pierwszy od sześciu dni spaliśmy w normalnym łóżku.
Gjeravica, Đeravica, Djeravica – jak poprawnie powinno się pisać nazwę najwyższego szczytu Kosowa? Wszystkie nazwy są poprawne, zależy od języka. Rano, gdy wychodzimy do auta, na parking pod hotelem podjeżdża Lamborghini. Przeszedłem na wyższy poziom szoku, gdy zobaczyłem, jakie samochody można spotkać tutaj na ulicy. Jedziemy w stronę miejscowości Junik. Wczoraj albański przewodnik, spotkany na szczycie Zlej Kolaty, powiedział nam, że droga w tym kierunku jest najlepsza. Owszem, asfaltowa droga jest nowa – częściowo w trakcie budowy, ale dojechać można tylko do restauracji Trofta Junikut. Dalej nie pojedziemy, trzeba mieć auto z napędem 4×4. Z tego miejsca trasa na Gjeravicę wynosi w obie strony aż 32,8 km. Zdecydowanie za dużo. Wracamy, spróbujemy dojechać z drugiej strony. Przejeżdżamy przez posterunek KFOR. Nikt nas nie zatrzymuje. Wcześniej tereny przygraniczne nie były dostępne dla ludności cywilnej. Droga jest szutrowa, w stanie dobrym. O wiele lepszym niż dojazdowa do Maglicia w Bośni. Dojeżdżamy do rozstaju dróg. Z tablicy ustawionej w tym miejscu wynika, że nie ma stąd szlaku na Gjeravicę. Obok stoi samochód z Polski. Druga ekipa już wyruszyła. Startujemy bardzo późno – jest już około 11. Odległość z tego miejsca na szczyt wynosi w obie strony około 20 km.

Droga do elektrowni
Tutaj zostawiamy auto

Początkowo idziemy drogą wzdłuż rzeki. Można spróbować tutaj dojechać autem. Trzeba uważać na podwozie, ale nie powinno być większych problemów. Na drodze są drewniane mosty, z których korzystają miejscowi.

Okolice małej elektrowni wodnej, to ostatnie miejsce gdzie mógłby dojechać zwykły samochód. Dalej nachylenie drogi i głębokie koleiny stanowią zbyt dużą przeszkodę.

Za niewielkim jeziorkiem aplikacja (WikiLoc) pokazuje nam możliwość skrętu w lewo. Nie bardzo widać, żeby ktoś tędy chodził, chyba chodzi o potok przecinający drogę. Spróbujemy, będzie podobnie jak w Słowackim Raju.

Tutaj poszliśmy dalej przez potok

Woda w potoku ma bardzo ładną, srebrno-białą barwę. Kolor bierze się od skał, przez które przepływa. Początkowo idziemy wzdłuż leniwie płynącej wody. Szybko wzgórze robi się coraz bardziej strome i zaczyna się wspinaczka potokiem. Skały mogą być podmyte. Omijam z boku wodospad. Andrzej schodzi w bok i przebija się w górę przez gęsto zarośnięty las. Ja wolę wchodzić potokiem. Cenne doświadczenia ze Słowackiego Raju pomagają mi uniknąć zamoczenia butów 🙂 Wspinaczka jest bardzo przyjemna. Podchodzimy tak około 200 m wyżej niż poziom jeziorka. Nie ma tu żadnej widocznej ścieżki. Wygląda na to, że jesteśmy w lesie 🙂 Kierujemy się w prawo, przez wysokie zarośla. Bardzo powoli, ponieważ rośliny są wyższe ode mnie. Przebijamy się przez dziki las. Dochodzimy do zbocza pokrytego mchem. Zarządzamy postój, przedzieranie się pochłonęło sporo energii. Po odpoczynku wychodzimy po zboczu na górę. Okazuje się, że trafiliśmy na szeroką drogę. Jest dobrze, straciliśmy trochę czasu, ale idziemy we właściwym kierunku.

Wspinam się potokiem
Różnica wysokości
W dzikim lesie

Po wyjściu z lasu otwiera się widok na góry. Gjeravica jest gdzieś za nimi. Pogoda dzisiaj dopisuje. Na zboczach w sąsiedztwie drogi mieszkańcy zbierają jagody. Jest tutaj może 20 domów, a budowane są następne. Mieszkają w bardzo pięknym miejscu, z dużym potencjałem turystycznym.

Na tym stoku luedzie zbierają jagody
Wysoki szczyt za naszymi plecami
Pierwszy dom
Wioska pod Gjeravicą

Pytamy spotkanego starszego mężczyznę – którędy na Gjeravicę? Wskazuje ręką dość niedbale w kierunku gór, bardzo ogólnie 🙂 Szeroka droga rozwidla się, skręcamy w prawo w kierunku ostatniego gospodarstwa. Wychodzimy wyżej, teren porośnięty jest trawą, wypasane są na nim krowy. Nie jesteśmy pewni, czy trasa jest właściwa, idziemy w kierunku najbliższej widocznej przełęczy.

Widok wstecz, widoczny ostatni budynek

Omijamy wypasające się tutaj stado krów, dość wysoko i daleko od zabudowań. Krowy nie są przywiązane, chodzą sobie wolno. Same wrócą do domu. Widoczna jest wydeptana ścieżka, ciekawe co jest na górze? Wchodzimy i zdajemy sobie sprawę, że to jest niewłaściwa droga. Trasa schodzi mocno w dół, zakolami omija góry. Można tędy iść, ale wiązałoby się to ze znacznym spadkiem wysokości i zwiększeniem odległości, a na to nie mamy czasu. Jesteśmy na szlaku 3 godziny, jest 14. Musimy poszukać innej drogi.

Przechodzimy po kamiennym rumowisku przez szczyt po naszej lewej stronie.

Szukamy trasy

Stąd można lepiej się rozejrzeć. Naszym oczom ukazuje się poniższy widok. Nie widzimy żadnego komfortowego podejścia. Gjeravica ukrywa się za górą. Idziemy granią w kierunku innego szczytu, który zamyka dostęp do naszego celu z prawej strony. Mamy nadzieję go obejść.

Za tym szczytem jest Gjeravica

Wejście na szczyt drogą na wprost jest niemożliwe. Obchodzimy go od prawej strony, wspinając się coraz wyżej. Zaczyna robić się coraz trudniej. Trzeba zachować ostrożność. Dochodzimy do wąskiej półki z ekspozycją. Plecaki przeszkadzają w zmieszczeniu się pod skałą, z prawej strony jest przepaść. Jesteśmy poza szlakiem, a w Kosowie nie ma żadnych służb ratowniczych. Ryzyko jest za duże. Odwrót! Weszliśmy dość wysoko, teraz trzeba ostrożnie schodzić. Andrzej mówi, że nie uda nam się dzisiaj wejść.

Za chwilę będziemy musieli zawrócić
Schodzimy w dół

Schodzę pierwszy, szukając kolejnej możliwości przejścia na drugą stronę. Omijam wąski żleb, może kolejny teren będzie łatwiejszy? Kilkanaście metrów dalej są zachęcające duże skały, dość stromo, ale chyba się uda. Przechodzę po większym kamieniu, widząc że pod nim jest głębsza pusta przestrzeń. Lepiej tu dłużej nie zostawać 🙂 Jestem kilkanaście metrów wyżej. Mniej tu kamieni, a więcej trawy. Chwytam się kępek na zmianę z kamieniami i wspinam wyżej. Wołam Andrzeja, żeby szedł za mną, ale nie odpowiada. W końcu wychodzę w miejsce, gdzie mogę usiąść. Okazuje się, że jestem tuż przy szlaku, którym przeszli przed chwilą inni turyści. A my się tu ostro wspinamy 🙂 Andrzej w końcu odzywa się. Z góry mogę sprawdzić teren, którym wchodzi. Nie powinno być większych problemów. Kolega wyłania się zza skał 10 m poniżej wypłaszczenia.

Ostatnie metry podejścia
Andrzej wychodzi

Na poniższym zdjęciu widnieje przebieg naszej trasy. Tzn. to jest droga, którą nie należy wchodzić!

Musimy odpocząć, wspinaczka dała nam nieźle w kość. Andrzej wyjaśnia, że nie odzywał się, dlatego, że akurat pokonywał trudny, ryzykowny fragment (wspinał się żlebem, który ominąłem), a ja go jeszcze dekoncentrowałem krzykiem 🙂 Teraz nic już nie jest w stanie nas powstrzymać. Gjeravica leży jak na dłoni. Najtrudniejszy moment już za nami.

Gjeravica
Ostatni fragment

Po kilku perypetiach docieramy na szczyt, ostatnie podejście nie nastręcza kłopotów. Na szczycie wznosi się postument z flagami Albanii i Kosowa. Zdjęcia robią nam Albańczycy, których jest tutaj kilku. Gjeravica ma wysokość 2656 m. Wejście zajęło 5 godzin.

Szczyt Gjeravicy
Zdobywcy na szczycie

Przebywamy na szczycie około 45 minut, chmury niestety zasłaniają nam stronę południowo-wchodnią. Nie widzimy również Zlej Kolaty – szczytu zdobytego wczorajszego dnia w Czarnogórze.

Widok w stronę Albanii

Schodzimy. Nie chcemy wracać tą samą drogą, około 100 m wcześniej znajdujemy bardziej dogodne zejście. O wiele bardziej komfortowe niż nasza trasa. Trzeba było tędy wchodzić. Nie zauważyliśmy tej możliwości, będąc na grani po drugiej stronie. Schodzimy do doliny, w tym miejscu można trafić na bardzo stare, przedwojenne oznaczenia szlaków. Na poniższym zdjęciu widać dolinę, na zielono oznaczyłem lepszy wariant podejścia. Z powrotem przechodzimy bez butów przez potok przecinający drogę. Cała trasa zajęła 8 godzin, zejście tylko 3.

Mogliśmy lepiej zaplanować wspinaczkę, ale nie byłoby takiej przygody 🙂 Wyjeżdżamy z gór w nocy, jest piątek. Szukamy pokoju w hotelach, ale wszędzie nie ma miejsc. Parkingi są zastawione samochodami. Widocznie mieszkańcy lubią wyjeżdżać na weekend. Dopiero przed 1 w nocy znajdujemy wolny pokój w Prizren.

0 /10
Ocena przygody

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *