Sardynia

Gola di Goroppu

drugi najgłębszy wąwóz w Europie

Trzeci dzień na wyspie

Trzeciego dnia czas na jakieś góry, w końcu mieszkamy w ich pobliżu. Mimo padającego deszczu wyjeżdżamy na trekking wąwozem Gola di Goroppu. Kanion jest na drugim miejscu pod względem głębokości w Europie. Ten najgłębszy – Samaria, leży na Krecie.

Wejście do wąwozu widziane z punktu widokowego na drodze

Zostawiamy auto na bezpłatnym parkingu na przełęczy Ghenna Silana. Budynki przy parkingu o 9:30 są zamknięte. Nadal pada, zakładamy kurtki, peleryny przeciwdeszczowe, pokrowce na plecaki i wychodzimy na szlak. Rozpoczynamy zejście 658 m w dół, wzdłuż zbocza góry.

Ciekawostka: podczas jednego z ostatnich wybuchów wulkanu Teide, lawa spłynęła do oceanu osłaniając w ten sposób klify przed osunięciem.

Co jakiś czas przy szlaku można znaleźć drewniane szałasy, które służą pasterzom lub turystom, jako schronienie przed deszczem. Część pomieści całkiem sporą grupę osób. Przy pierwszym schronie wypasają się kozy.

Pierwszy schron turystyczny
To już konkretny "tipi"

Na drzewach rosną owoce o pomarańczowym słodkim miąższu, przypominające poziomki. Najpierw je zjadam, a później szukam informacji, co to właściwie jest 😉 Corbezzolo – inaczej Poziomkowiec, albo Chruścina jagodna. Smaczne.

Corbezzolo

Mamy szczęście, pogoda poprawia się, a po godzinie trekkingu otwiera nam się piękne okno pogodowe. Kurtki idą do plecaków.

Widok na dolinę ze szlaku
Skalne obramowanie wąwozu
Jest! Widać namiot obsługi 😉

Na początku wejścia do kanionu stoi namiot. Wejście kosztuje 5€. Dwóch pracowników na krótkiej „odprawie” przedstawia informacje na temat wąwozu, bezpieczeństwa i spodziewanej pogody. Szlak jest podzielony na trzy stopnie trudności. Zielony – wymagający przeciskania się między głazami, żółty – w kilku miejscach konieczna będzie wspinaczka za pomocą rąk,  czarny – wymagający sprzętu wspinaczkowego. Jesteśmy dziś pierwsi na szlaku. Nikt przed nami nie wchodził – będziemy mieć wąwóz cały dla siebie. Opłacało się wyjść w deszcz!
Szlak jest dobrze oznaczony, zielony fragment jest prosty i dość krótki. W jednym miejscu trzeba przejść wąską szczeliną.

Widok na ścianę z początku szlaku
Część zielona
Początek
Szczelina na zielonym szlaku
W tle najwyższa ściana

Dochodzimy do spektakularnej, wysokiej na około 500 m, zabarwionej na pomarańczowo ściany. Akurat jest ładnie oświetlona promieniami słońca. W zimie w tym miejscu zbiera się woda i powstaje jezioro, wąwóz jest wtedy zamknięty. Głębokość jeziora dochodzi do 2 m. Kilkadziesiąt metrów za najlepszym widokowo miejscem, kończy się szlak zielony. Żółty wymaga już wchodzenia na duże głazy, opuszczania się i kluczenia pomiędzy nimi. Najtrudniej jest w miejscu zatarasowanym przez ogromne głazy. Należy obejść je z prawej strony po śliskiej ścianie o nachyleniu na oko 60%. Obchodzę kamień używając obydwu rąk, a także pleców! 🙂 Zapieram się nimi o skałę przechodząc częściowo pod głazem. Woda przez lata wygładziła skały, tak że trudno jest się czegoś złapać. Brak ekspozycji, ale trudność wyzwala emocje 🙂 Za chwilę przechodzimy przez kolejny, złożony z dużych głazów fragment wymagający uwagi. Przejście jest powolne, koniecznie trzeba się zapierać nogami.

Najwyższa ściana w kanionie
Najtrudniejsze miejsce na żółtym szlaku
Zółty szlak

Następnie wchodzimy w górę trzymając się lewej strony. Teren wypłaszcza się. Dochodzimy do końca szlaku żółtego. Czarny szlak wymaga sprzętu – olbrzymie głazy są wyślizgane, łatwo o wypadek, bądź zsunięcie się do miejsca bez wyjścia. Nie idziemy dalej, robimy postój. Fajnie, że jesteśmy tu sami, nikt nie robił zatorów po drodze 😉 przez całe przejście mieliśmy dobrą pogodę – dojście do końca żółtego szlaku zajęło 45 minut.

Koniec szlaku żółtego

Wracamy do punktu wejścia tą samą drogą. W najtrudniejszym miejscu przydaje się technika „dupozjazdu” po skale 😉

Najbezpieczniejsza technika - dupozjazd 😉

W połowie powrotnej drogi mijamy osoby, które weszły na szlak za nami. Wychodzimy z wąwozu, kilkadziesiąt metrów dalej siadamy na głazach nad rzeką Flumineddu, żeby coś przekąsić. Wzdłuż rzeki ciągnie się ścieżka, prowadząca w górę do punktu widokowego (zdjęcie z punktu to pierwsze we wpisie). Teraz czeka nas podejście w górę do auta tą samą drogą.

Po drodze zaczyna ponownie padać, na szczęście znajdujemy się blisko szałasu. Wchodzę do środka, ale szałas jest zajęty 🙂 Pytam parę ukrywającą się w szałasie czy możemy wejść 🙂 Jasne, 7 osób bez problemu mieści się w środku:)

Szałas na szlaku
Czekamy aż przestanie padać

Po kilkunastu minutach wychodzimy, następnie przecinamy kamieniste usypisko i ponownie wchodzimy w las. Na kolejnym rozwidleniu mija nas duże stado długowłosych kóz, wraz z umaszczonym na biało przywódcą stada. Lider stara się mnie przestraszyć, unosząc wysoko głowę. Trekking w obie strony zajął nieco ponad 5 godzin.

W lewym rogu widać drogę - na tą wysokość trzeba wejśc z powrotem
Odtwórz wideo
Władca gór

Po powrocie mieliśmy zamiar pojechać jeszcze nad wodę, ale dogoniła nas burza. Pogoda poprawiła się pod koniec dnia, wybraliśmy się na spacer nad sztuczne jezioro Lago del Cedrino – można tam popływać kajakami. Wróciłem na skróty przez gaje oliwne, po drodze chciałem znaleźć nuragi – czyli wieże budowane przez starożytną cywilizację nuragijską, z kamienia bez używania zaprawy. Na Sardynii jest ich mnóstwo, niestety znalazłem tylko kamienne mury wysokie na 1 m.

Widok z tarasu - za górami leży Zatoka Orosei
Lago del Cedrino
Most na jeziorze
0 /10
Ocena przygody

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *