Filipiny

Jovellar River i
Quitinday Green Hills

podziemna rzeka, wodospad i zielone wzgórza

Piękne mniej popularne miejsca na Filipinach.

Kolejnego dnia wybieramy się zobaczyć podziemną rzekę Jovellar, wodospady Sigpit, jaskinie i zielone wzgórza Quitiday. Wyruszamy z Legazpi do Camalig jeepem, koszt 15 peso/osoba (1,14 zł). Wysiadamy przy Camalig Public Market, przypadkowo przy samym budynku informacji turystycznej.

Pracownicy mają dużą wiedzę na temat lokalnych atrakcji, dostajemy mapę i układamy plan wycieczki. Atrakcji jest dużo, nie da się zobaczyć wszystkiego w jeden dzień. Pracująca tam dziewczyna zaczyna ukradkiem robić mi zdjęcia, czuję się jak gwiazda, nikt wcześniej nie robił mi z takim zainteresowaniem zdjęć 😉 Chłopak poszukał nam nawet kierowcy trycykla na cały dzień (koszt 1 tys. peso – 76 zł). Na koniec zrobiliśmy wspólne zdjęcia. Proszono nas jeszcze gdy będziemy wracać, żebyśmy się pokazali – żeby wiedzieli, że nic złego nas nie spotkało. Przed takim całodziennym jeżdżeniem, trzeba zatankować motor. Najbardziej opłaca się kupić paliwo w butelkach po coca-coli. Trzy litry powinno wystarczyć na cały dzień.

Z pracownikami informacji turystycznej
Tankowanie

Ruszamy do Jovellar, trycykl jedzie po niezbyt dobrej drodze, nie zatrzymuje się przed progiem z palmy kokosowej, przez co uderzam głową o dach 🙂 Dojeżdżamy na miejsce, kierowca parkuje na pustym płatnym parkingu mimo, że bez problemu dało się zaparkować na poboczu. Ruchu prawie nie było. Widzę różnicę pomiędzy Polakami a Filipińczykami, Polak na pewno skorzystałby z darmowej opcji. Całkowicie inna mentalność.

Próg zwalniający z palmy kokosowej

Jaskinia Sigpit

W biurze wybieramy gdzie chcemy pójść. Jest jaskinia, podziemna rzeka i wodospad. Dostajemy przewodnika, całość kosztuje 1515 peso (115 zł). Rezygnując z czegoś płaci się mniej. Dodatkowo można dopłacić 50 peso za szafkę na rzeczy. Lepiej to zrobić, jeśli nie chcecie ich zamoczyć lub gdzieś zostawiać. Jesteśmy pierwszymi turystami tego dnia. Najpierw idziemy do jaskini Sigpit. Dostajemy kaski i latarki. Jest to niewielka jaskinia bez oświetlenia, w środku są nietoperze.

Wejście
Bob budowniczy
Nietoperze
Wychodzę

Podziemna rzeka w Jovellar

Potem przechodzimy do podziemnej rzeki. Do wejścia schodzi się w dół bambusowym mostem, następnie trzeba wejść na tratwę. Obsługa porusza tratwą pod prąd, za pomocą zanurzonej w wodzie liny. Przepływamy pod strugami wody spływającej z  jaskini, na ścianach widać zawieszone wysoko gałęzie, pozostałe tam po porze deszczowej. Poziom wody jest wtedy o wiele wyższy, nie ma możliwości wpłynąć do środka. Podziemna rzeka jest jak ta na Puerto Princessa, ale o wiele mniejsza. Na końcu jaskini znajduje się wodospad, prąd wody jest tu wartki. Huk wodospadu zagłusza rozmowy. Po powrocie skaczemy ze skał do wody, można tu pływać ale jest ciężko wyjść z powrotem – Aneta wymaga pomocy 🙂 Jest też miejsce do skoków z wysokiego brzegu. Nie skorzystałem z tego, bałem się, że pod wodą może być jakiś kawał drewna lub czegoś podobnego. Jednak Filipińczycy mają bzika na punkcie bezpieczeństwa, gdyby to groziło wypadkiem nie pozwoliliby na skoki.

Wejście
Stąd się skacze
Ściana wody
Na tratwie

Wodospad Sigpit

Zadowoleni udajemy się dalej, do wodospadu Sigpit. Jest możliwość wejścia za ścianę wody, trzeba podpłynąć pod prąd kilka metrów od wodospadu, następnie przejść prawą stroną bokiem po skałach w wodzie i wejść za ścianę. Woda w tym miejscu jest do pasa. Prąd jest silny, przy samym wodospadzie na tyle mocny, że nie da się wrócić za ścianę wody. Pływanie w tym miejscu jest dużą frajdą.

Sigpit Falls

Na koniec pani przewodnik pokazuje nam jeszcze roślinę, która zamyka się przy dotyku – macajia (nie jestem pewien jak się pisze). Żegnamy się z panią i jedziemy dalej. Miejsce jest godne polecenia.

Quitinday Green Hills

Kolejną atrakcją są zielone wzgórza – Quitinday Green Hills, formacja podobna do bardziej znanych czekoladowych wzgórz na Bohol, wcale nie mniej atrakcyjna. Na Bohol nie ma olbrzymiego wulkanu w tle 🙂 wzgórz jest setki, to niezapomniany widok. Wejście kosztuje 40 peso/osoba (3 zł). Wzgórza nie są połączone ze sobą szlakiem trekkingowym, można przejść się jedynie kilkaset metrów na dwa najbliższe wierzchołki. Nie wiadomo dokładnie jak powstały.

"kobieta na wzgórzach" 🙂
Pola ryżowe pomiędzy wzgórzami

Po zejściu ze wzgórz w związku z brakiem szlaków, udajemy się kilka kilometrów w głąb dżungli. Nasz kierowca jest bardzo przestraszony, ostrzega „dont go there, it’s dangerous”. Filipińczycy przesadzają z bezpieczeństwem, formalnie w góry wszędzie trzeba brać przewodnika, nawet na trzystu metrową górkę. Np. nie mogłem w nocy wejść na Lignon Hill w Legazpi, bo przecież mógłbym sobie krzywdę zrobić. Przechodzimy pomiędzy wzgórzami obok pól ryżowych. Mieszkający tam ludzie właśnie zajmują się rozsadzaniem ryżu lub przygotowaniem pola do upraw.

Ścieżka pomiędzy palmami

Pomagają w tym carabao czyli bawoły. Carabao ciągnie pług prowadzony przez człowieka, jest to ciężka fizyczna praca w błocie a porcja ryżu kosztuje tylko 10-20 peso.

Młode sadzonki ryżu
Filipińczycy są przyjaźni, nawet podobnie do nas się ubierają

Wcześniej nie planowaliśmy w ogóle wyjścia w ten rejon. Będąc już w domu odkryłem, że byliśmy niedaleko zielonego jeziora Binanderahan utworzonego w 1987 r. przez tajfun. Szkoda, że nie wiedziałem że było tak blisko. Aneta zabiera stamtąd kokosa. Myślałem, że nie pozwolą jej zabrać go w bagażu podręcznym, ale dotarł szczęśliwie do Polski, przetrwał jeszcze pięć lotów.

Uprawy ryżu
Kto by tak nie chciał

Solong Eco Park

Kierowca czeka na nas, jedziemy dalej do parku solong (wejście 80 peso/osoba – 6 zł), jest tam wzgórze z widokiem na zielone wzgórza i Mayon oraz bardzo ładna jaskinia.

Quintinday Green Hills - widok ze wzgórza Solong

Przed wejściem do jaskini przewodnik proponuje odpocząć kilka minut, podobno wewnątrz są jakieś wyziewy a my na pewno jesteśmy zmęczeni. Bezpieczeństwo na pierwszym miejscu. Nie chcemy czekać, dostajemy latarki i idziemy. Jaskinia jest oświetlona, znajdują się w niej bardzo piękne ametysty. Przewodnik ma bardzo dużą wiedzę na temat jaskini, opowiada z pasją. Kiedyś wejście do niej było cały czas otwarte. Wykorzystała to pewna zagraniczna firma, rozpoczynając nielegalne poszukiwania ametystów. Część skał została przez nich zdewastowana, obecnie grota jest zamykana kratą.

Ametyst
Kameleon
"Czaszka"
Ametyst
Nacieki

Na terenie parku Solong są ule z pszczołami kilkukrotnie mniejszymi niż nasze. Nie zbierają zbyt wiele miodu.

Ule

Wieczorem wracamy jeepem do Legazpi. Było za późno, żeby dać znać pracownikom informacji turystycznej o bezpiecznym powrocie. Po drodze jemy kolację w restauracji w Legazpi. Po posiłku podchodzi do nas właściciel, rozmawiamy chwilę. Pyta czy może z nami zrobić zdjęcie 🙂 Oczywiście, że tak. Przygoda – fantastyczna, udało się zobaczyć wiele ciekawych miejsc jednego dnia.

0 /10
Ocena przygody

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *