Singapur

Singapur

ostatni dzień w Azji

Ogrody botaniczne w Singapurze

To nasz ostatni dzień w Azji. Ze stacji Aljunied jedziemy metrem do ogrodów botanicznych. Dziś jest bardzo słonecznie, pogoda idealna do robienia zdjęć. Ogrody zostały założone dawno, jeszcze w 1859 r. przez Brytyjczyków. Należą do najczęściej odwiedzanych na świecie, w latach 2012-2013 znalazły się na pierwszym miejscu. Od 2015 r. są na liście światowego dziedzictwa UNESCO jako jedyny ogród tropikalny na świecie. Całkowicie zasłużenie. Wejście jest bezpłatne.

W ogrodzie można spotkać całkiem duże warany, chodzące swobodnie blisko zbiorników wodnych. Gady lubią przebywać blisko wody, w ogrodach są trzy większe jeziorka.

Waran

Oprócz waranów luzem chodzą sobie po ogrodach … koguty ozdobne. Chyba nie robią z nimi tego, co się robi w Polsce 🙂

Egzotyczny ptak

Ogrody są położone na terenie o powierzchni 74 hektarów. Są podzielone na kilka różnych tematycznie połączonych ogrodów. W ogrodzie ewolucji można zobaczyć skamieniałe drzewa z czasów dinozaurów i prehistoryczne modele drzew.

Skamieniałe pozostałości drzew
Prehistoryczne drzewa
Na wodzie są ogromne lilie wodne

W centrum ogrodów jest wyodrębniony Narodowy Ogród Orchidei. Wejście tutaj kosztuje 5 SGD (14zł). Zdecydowanie warto. Ilość roślin, ich soczyste kolory, kształty i aranżacja poszczególnych miejsc nie powinny pozostawić nikogo obojętnym.

Mapa ogrodu orchidei
Nawet nad głową coś rośnie

W Ogrodzie Orchidei jest sektor dla vipów. Kiedy ktoś znany odwiedza Singapur, ogród na pamiątkę jego wizyty używa jego nazwiska jako nazwy nowej odmiany orchidei. Polskiej odmiany nie ma.

Pracownicy regularnie podlewają rośliny
Odmiana dla Vip

 W Singapurze wszędzie rozwija się bujna roślinność. W ciągu roku temperatura jest prawie cały czas taka sama, wynosi około 30°C. Tropikalne rośliny prezentują się wyjątkowo atrakcyjnie.

Alejka jak z bajki

W południowej części ogrodów jest kładka, wysoka na kilka metrów nad ziemią. Można zobaczyć las z nieco innej, bliższej perspektywy.

Spacer pomiędzy drzewami

Po wyjściu z ogrodów jedziemy metrem do Chinatown.

Chinatown

Jesteśmy głodni, akurat trafia się nam stragan z durianami. W tym miejscu je się tylko duriany, nic innego. Cały owoc kosztuje 10 SGD (28 zł).

Na wielu blogach znajdziecie informacje na temat śmierdzących owoców duriana. Zapach miałby przypominać brudne skarpety wymieszane z zepsutą cebulą. Mniej więcej tak jest przedstawiany. Aromat jest dość ciężki, przenikający otoczenie i roznoszący się daleko, dlatego owoców nie można przewozić metrem, ale nie jest czymś przykrym. Duriany w całości na straganach pachną lekko słodkawo, bardzo przyjemnie. Trudno ten zapach porównać do czegoś innego. Singapurczycy jedzą duriana bo jest smaczny, pożywny i zdrowy. Gorzej pachną przejrzałe lub zgniłe owoce, ale to tak jakby ktoś w Polsce miał jeść zgniłe pomidory. Do jedzenia dostajemy jednorazowe foliowe rękawiczki, żeby zapach nie przeszedł na skórę. Durian bardzo mi smakuje, jest miękki i mniej wilgotny niż pomarańcze czy ananas. Chętnie jadłbym go częściej.

W Chinatown na Smith street (food street) – ulicy wyłączonej z ruchu samochodowego jest mnóstwo knajp i restauracji z jedzeniem. Ulica ze stolikami pośrodku jest zadaszona. Niedaleko jest ulica ze sklepikami (Chinatown Street Markets), jest tu trochę taniej niż w Little India. Budynki z kolorowymi okiennicami pochodzą z lat trzydziestych.

Food street w Chinatown

Zamawiam tradycyjną chińską zupę Wonton. Czyli rosół z pierożkami (wontonami) z mięsem w środku. Wontony są spore, zupa bardzo dobra i sycąca.

Czekam na jedzenie

W Chinatown znajduje się bardzo okazała Świątynia Zębu Buddy. Ząb można obejrzeć jako relikwię. Podobno ząb ma aż 7,5 cm. Może Budda był spokrewniony z Drakulą? 🙂 Takie długie zęby… Nie wchodziliśmy do środka. Gęsta zabudowa utrudnia zrobienie zdjęcia całego budynku. W okolicy znajduje się również najstarsza w Singapurze świątynia hinduska, Sri Mariamman Temple.

Budda Tooth Relic Temple

Błąkając się po Chinatown natrafiamy na biały budynek z pięknymi muralami. Pierwszy przedstawia sprzedawcę papierowych masek i marionetek, jeżdżącego rowerem po Chinatown. To był jego sposób na życie. Mural jest bardzo ładny, ale ten drugi obok jest niesamowity.

Zatoka Marina

Piękny mural namalowany jako trójwymiarowy – wygląda jak żywy! Przedstawia życie mieszkańców Chinatown, prawdopodobnie we wczesnych latach 80. XX wieku. Na piętrze jest mieszkanie, na parterze wytwórca chińskich smoczych głów – używanych w obchodach nowego roku. Z prawej strony sklep.  Mural przedstawia dwie rodziny, tamilską Kadir i chińską Lee, żyjące razem, mimo innego pochodzenia rasowego i religii. Autor tworzył na podstawie własnych wspomnień o tamilskim sprzedawcy Adulu Kadir. Mural jest na ul. Mohamed Ali Lane, nr budynku 27. Zaznaczyłem go na mapce. Prawdziwe dzieło sztuki.

Bardzo dobrze zachowana niższa zabudowa zabudowa z lat 20-tych

Idziemy dalej bez planu. Trafiamy do niewielkiego parku przy ulicy Telok Ayer.  W parku są rzeźby przedstawiające sprzedawcę mleka i chińskich imigrantów organizujących festiwal. Ulica Telok Ayer była jedną z pierwszych ulic w Chinatown. To miejsce gdzie pierwotnie osiedlali się imigranci z Chin.

Handel mlekiem - Telok Ayer Green
Chiński festiwal

W okolicy jest wiele świątyń i meczetów zbudowanych przez imigrantów z wdzięczności za bezpieczne dopłynięcie do Singapuru. W bezpośredniej bliskości parku stoi najstarsza (1820 r.) świątynia wybudowana przez Chińczyków z grupy Hoklo, pochodzących z południowych Chin. Co ciekawe, w tych czasach (dokładnie 1818 r.) Singapur był zamieszkiwany jedynie przez 150 osób. Na całej tylnej elewacji budynku, znajduje się bardzo ciekawy mural, przedstawiający historię Singapuru.

Z tyłu świątyni Thian Hock Keng jest mural

Mural należy oglądać od prawej do lewej strony. Jest długi na około 40 metrów. Ze względu na przejeżdżające samochody i wąską uliczkę, nie da się zrobić jednego zdjęcia całości. Na pierwszym zdjęciu chińscy imigranci, żegnają się z rodzinami by wypłynąć za chlebem do Singapuru. Podróż trwała dwa tygodnie i była niebezpieczna.

Imigranci żegnają się z rodzinami

Na kolejnym fragmencie widoczny jest port i świątynia Thian Hock Keng. To miejsce kiedyś tak wyglądało, morze było bliżej. Obecnie stoimy na twardym gruncie. Singapur ciągle pozyskuje powierzchnię od morza.

Handel w porcie

Życie imigrantów nie było rajem, mieszkali w zatłoczonych budynkach i tęsknili za domem.

Imigranci mieszkali w trudnych warunkach
Założenie szpitala

Po uzyskaniu niepodległości Singapur zaczął się gwałtownie rozwijać. Nastąpiło to głównie dzięki umiejętnemu zarządzaniu państwem, pracowitości i zaradności mieszkańców. Kraj nie posiada żadnych surowców naturalnych, obecnie nawet wodę sprowadza się z Malezji.

Założenie szkół

Na ostatnim fragmencie trwa budowa wieżowców. Na budowach pracowały także kobiety. Nad zatoką ojciec pokazuje córce stary port, a w tle wybudowane nowoczesne drapacze chmur. Doskonały przykład tego czym Singapur był kiedyś i czym jest teraz. Całość można zobaczyć na stronie artysty: Mural na świątyni Thian Hock Keng.

Budowa wieżowców

Merlion

Po tej lekcji historii idziemy w kierunku Merliona, czyli symbolu Singapuru – ryby lwa. Nazwa pochodzi od legendy, według której lokalny sułtan zobaczył na wyspie rybę z głową lwa. Moim oczom ukazuje się niewielkie lwiątko. – To jest symbol Singapuru? Taki mały? Takiego każdy mógłby sobie w ogrodzie postawić! 🙂 Ale okazuje się, że prawdziwy Merlion jest kilkadziesiąt metrów dalej. Jest większy. Powoli robi się ciemno, oświetlone budynki wokół tworzą super klimat. Świetnie jest tutaj być!

Mały Merlion
Z Anetą i prawdziwym Merlionem

Ostatnie chwile naszej azjatyckiej przygody, spędzamy w fantastycznym miejscu z widokami na wieżowce i hotel Marina Bay Sands. Dobrze, że miałem szansę go zobaczyć przed wybudowaniem czwartej wieży, która niewątpliwie pogorszy walory widokowe tego miejsca.

Marina Bay Sands
Po lewej stronie budynek Esplanade - teatr i sala koncertowa

Jeszcze jeden rzut okiem wstecz na Merliona i do domu. Pora pożegnać Singapur.

0 /10
Ocena przygody

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *