Maroko

Wejście na Jebel Toubkal

Wejście na Jebel Toubkal - najwyższy szczyt Maroka

Jebel Toubkal oznacza „Wielka Góra”, ma 4167 m n.p.m. i jest najwyższym szczytem w górach Atlas, oraz najwyższym w Afryce Północnej. Na Jebel Toubkal wchodzi się zwykle w dwa dni z noclegiem w schronisku. Osoby dobrze wytrenowane dadzą radę nawet w jeden dzień (całość zajmie 14-18 godzin). Nasza ekipa jest optymalna, 4 osoby z doświadczeniem górskim, oprócz mnie Aneta i Tomek oraz Robert poznany w Gruzji. Po dniu spędzonym w Marrakeszu, dojeżdżamy wypożyczonym autem wieczorem do Imlil. Nocujemy w Atlas Prestige, można tam dojechać samochodem i zaparkować na drodze kilkadziesiąt metrów obok obiektu. W Imlil i pobliskich wioskach mieszka około 10 tys. osób. Z hotelowego tarasu widać pięknie oświetlone budynki na stokach gór.

Imlil w nocy

Obsługa hotelu oświadcza, że jutro nie będzie śniadania, ponieważ jest Ramadan. W pierwszej chwili daję się na to nabrać i protestuję 🙂  W Maroku przy zameldowaniu musisz podawać nr z pieczątki wbitej w paszporcie, oraz inne nietypowe informacje np. jaki zawód wykonujesz w Polsce. Na powitanie pijemy miętową herbatę i przegryzamy migdały. Na prośbę dostajemy oddzielne pokoje, mimo że mieliśmy zarezerwowany jeden duży. Sam obiekt na zewnątrz niepozorny, w środku jest super.

Atlas Prestige

Rano po dobrym marokańskim śniadaniu, wyruszamy bezpośrednio z hotelu na Jebel Toubkal. W obiekcie zostawiamy część swoich niepotrzebnych rzeczy (mamy raki, ale na początku listopada nie ma śniegu). Po powrocie z góry wrócimy tu jeszcze na dwa noclegi.

Imlil

Droga początkowo jest asfaltowa, po 20 minutach docieramy do miejsca gdzie czeka na nas nasz przewodnik. Mohamed wchodził na Toubkal ponad 100 razy. Kiedy jest ruch, robi to mniej więcej dwa razy w tygodniu. Wyjście trzeba zgłosić, od czasu zabójstwa Norweżek przewodnik jest obowiązkowy. Zrobili to ludzie nie pochodzący stąd, czterech skazano na karę śmierci, pozostałych kilkunastu związanych ze sprawą na kary więzienia od 5 do 30 lat. Żandarmi sprawdzają paszporty, później wyżej w Chamarouch musimy okazać dokumenty drugi raz.

Posterunek żandarmerii i początek właściwego szlaku

Aneta z Tomkiem pytają o możliwość przewiezienia plecaków mułem. Muł to krzyżówka konia i osła. Przewodnik woła chłopaka, za chwilę możemy dać mu plecaki. Muł kosztuje 200 dirhamów (89 zł). Decyduję się złożyć na transport, mimo iż i tak mam lekki plecak. Daję mu do przeniesienia około 3kg. Niech sobie zarobi. Traktuję to bardziej jako tworzenie ciekawego klimatu niż odciążenie. Fajnie jest iść w takiej karawanie ze zwierzętami. Muł nazywa się Suzanne i lubi czekoladę, jest silny i dobrze wygląda, ma lśniącą sierść.
Droga do schroniska jest prosta i oczywista, idziemy wydeptaną ścieżką. Mamy zarezerwowany nocleg we francuskim schronisku CAF Refouge Toubkal. Rezerwacji dokonuje się przez email. Pod Toubkalem bardzo blisko siebie są dwa schroniska, drugie marokańskie. Ceny są zbliżone, ale w CAF działa rabat 10€ na kartę Alpenverein. Nocleg, kolacja i śniadanie bez karty kosztuje 29€ (około 133 zł).

Aroumd - tą wioskę widać ze szczytu Toubkal - z prawej boisko

Dawno tu nie padało, na szlaku bardzo się kurzy. Odczuwalna temperatura wynosi około 20 stopni, nie ma wiatru. Do schroniska mamy tylko 10 km i 1372 m w górę, wg mapy.cz droga powinna zająć 4 i pół godziny (nam z przystankami zajęła 6).
Podejście nie jest strome, mimo że idziemy w górę ponad 1300 m praktycznie tego nie czuć. Podobnie jak na „ceprostradzie” na Szpiglasową Przełęcz w Tatrach. Roślinności jest bardzo nie wiele, żyjące tu kózki są wielkości połowy naszej kozy, nie mają z czego wyżyć. Po drodze zatrzymujemy się na herbatę w Chamarouch, niewielkiej Berberskiej osadzie leżącej w połowie drogi do schroniska.
Przewodnik tłumaczy tą nazwę jako „King of the Devil”. W wiosce żyje może 30 osób. Znajduje się tutaj biała skała (pomalowana) i ołtarz. Do ołtarza przybywają z okolicy kobiety, aby pomodlić się o męża. W tym celu powinny złożyć ofiary z owczych skór, kości itp.
Muszą prosić bóstwo 3 dni o męża, i przekazać mieszkańcom Chamarouch 2-3 kg kuskusu. Wtedy być może znajdzie się ktoś chętny.
Widzieliśmy kilka takich pań, jadących na osiołkach w celu zamążpójścia. Polka też może tam poszukać męża 🙂
Generalnie Marokanki są atrakcyjnymi kobietami, mają bardzo kobiecą budowę ciała.

Biała skała w Chamarouch
Chamarouch

Berberowie to ludność od dawna zamieszkująca te tereny, w Maroku uchodzą za skąpych (jak stereotypowi Szkoci), dobrze się targują.
Jeśli potrafisz się targować, komplementem będzie gdy sprzedawca powie „jesteś jak Berber” 🙂
Plemiona mają swoje własne języki, ludzie z innej części Atlasu mogą się nie zrozumieć. W Chamarouch można zjeść tadżina albo kuskus, w wersji lokalnej. Berberowie są bardzo zainteresowani naszymi ubraniami. Proponują handel wymienny, chętnie wymienili by się swoimi rzeczami na spodnie, koszulki, kurtkę, nawet skarpetki. Można wejść do sklepu, coś sobie wybrać i negocjować zamianę.
Najbardziej interesują ich ciepłe rzeczy, w nocy w górach jest zimno. Na razie nie możemy się na nic zamienić, bo potrzebuję ubrań na dwa dni. W drodze powrotnej oddaję ciepłe spodnie do spania za koszulkę z Toubkalem i dopłatą z mojej strony.
Pozostali zamieniają kurtki na ładne wełniane czapki i magnesy. Szkoda, że nie wiedziałem o tym wcześniej, mógłbym zabrać więcej ubrań na wymianę. Anecie proponowano ładny, ręcznie szyty wełniany sweter, w zamian za używaną kurtkę z dopłatą z jej strony 200 dirhamów (89 zł).

Przystanek

Po drodze do schroniska w kilku miejscach stoją sklepiki, można się napić świeżego soku pomarańczowego za 15 dirhamów (7zł – akurat tu nie targowałem się), w Marrakeszu sok kosztował 5 dirhamów. Idziemy wzdłuż strumienia, woda nie nadaje się do picia ze względu na bliskość schronisk powyżej.

Aneta z mułem
Przerwa na sok
Dalsza droga do schroniska
Widok wstecz
Karawana 🙂
Budynki schronisk są na wprost

Po dotarciu na miejsce nasz przewodnik kolejny raz stawia miętową herbatę. Na zewnątrz na słońcu jest przyjemnie, dopiero gdy słońce chowa się za górami robi się zimno. Kolacja jest o 19. W schronisku nocuje kilkadziesiąt osób. Dostajemy michę ciepłej zupy sojowej, makaron z kurczakiem, herbatę miętową i mandarynki. Wystarczająco żeby się najeść, wszystko jest smaczne.

Diocieramy - droga na Toubkal wiedzie przez piarżysko po lewej nad schroniskami i dalej w górę.
Cała ekipa z przewodnikiem
Odpoczynek przed schroniskiem
Herbatka

Schronisko pomieści około 80 osób, jest ciepła woda, można wziąć prysznic. W okolicy można zobaczyć wodospad, ale bardziej na wiosnę, teraz nie ma wody. Śpimy w sali 20 osobowej, na piętrowych łóżkach. Prawie wszystkie łóżka są zajęte. Oprócz nas jest druga polska grupa, stanowimy większość.

Sypialnia
Jeszcze kilka godzin do kolacji

Jesteśmy przygotowani na zimną noc – mamy śpiwory, w razie czego grubsze spodnie, ale w schronisku jest ciepło, dwie kozy w pomieszczeniach poniżej tak nagrzały powietrze, że nawet śpiwór jest niepotrzebny. Ciężko usnąć bo jest duszno.

Zupa
Drugie danie

Wstajemy o 4 rano. Na dole szykowane jest śniadanie. Zbieramy się o 4:30 i wychodzimy na zewnątrz, jest ciemno. Temperatura wynosi około 0 stopni. W schronisku można zostawić niepotrzebne rzeczy, będziemy tu jeszcze wracać. Większa część zespołów już opuściła budynek, wysoko w górze widać światła latarek. Podejście już nie jest takie lajtowe jak wcześniejsze do schroniska, w jednym miejscu trzeba się trochę podciągnąć. Na szczyt podchodzi się około 1000 metrów, przy odległości 3,4 km. Widać dobrze gwiazdy, niebo jest bezchmurne. Trochę przeszkadza duża ilość bazgrołów na skałach po drodze. Są także polityczne hasła.

Czas wyjść
Inny zespół na grani
Zaraz wzejdzie słońce

Idziemy wolno, Tomek musi odpoczywać co kilkanaście minut. Robert oddziela się i idzie szybciej. Mi takie tempo nie przeszkadza, praktycznie się nie męczę. Wysokość nie robi dla mnie żadnej różnicy.
Na szlaku nie ma tłoku, doganiamy jeden słabszy zespół. Nas inni doganiają dopiero na przełęczy Tizi n’Toubkal (3941 m), leżącej pomiędzy głównym i zachodnim szczytem Toubkal. Nigdzie nie ma śniegu.

Oszronione skały z prawej

Na przełęcz docieramy w sam raz na kapitalny, ognisty wschód słońca. Słońce pięknie oświetla oszronione skały i zachodni szczyt Jebel Toubkal. Dojście tutaj zajęło nam 3 godziny. Z przełęczy kierujemy się na lewo, na zachodzie leży dywan chmur, jesteśmy wysoko nad nimi. Słońce wzniosło się już wyżej, Toubkal zaczął rzucać cień na chmury. Jeszcze 200 metrów i będziemy na szczycie.

Wschód słońca
Słońce oświetla zachodni szczyt Toubkal'a
Podejście i cień Toubkal'a
Ostre skały poniżej to szczyt Immouzer (blisko 4 tysięcy) tuż za nim widać wioskę Aroumd

Akurat gdy dochodzimy do szczytu, grupa osób tam obecnych opuszcza go i jesteśmy sami. Poniżej dobrze widzimy ostry szczyt Immouzer, widoczny wcześniej z drugiej strony pierwszego dnia, a za nim wioskę Aroumd.

Trójnóg na szczycie

Robimy kilka grupowych zdjęć, niektórzy mają zbyt cienkie rękawice żeby zostać tu dłużej. Po około 15 minutach rozpoczynamy zejście. Imlil leży ponad 2300 m niżej. Wracamy tą samą drogą, ale to nie przeszkadza dlatego że w nocy za wiele nie było widać 🙂

Zespół na szczycie 🙂

Ze szczytu można zejść jeszcze nieco krótszą ścieżką, która potem łączy się z główną, ale jest bardzo stroma, na oko zbyt ryzykowna. Nikt tamtędy nie schodził. Jest jeszcze obejście w okolicy szczytu Immouzer, wtedy trzeba nadłożyć trochę drogi żeby wrócić do schroniska.

Zaczynamy zejście
Ścieżka w dół
Budynki schronisk
Małe kóżki

Schodzimy dość szybko, jest więcej chmur, strumyk który płynie przy ścieżce jest pokryty częściowo cienką warstwą lodu. Mijają nas osiołki i muły, wnoszące do schroniska transport żywności, wody i gazu, jeden niósł nawet szafę.

Powrót

W Chamarouch zatrzymujemy się na tadżina i herbatę, dostajemy gratisowo kuskus. Za przewodnika zapłaciliśmy 80€ na 4 osoby, plus dołożyliśmy 20€ napiwku, nie jest wymagany, ale piliśmy sporo dobrej herbaty 🙂 zwanej „berber whisky”, bo alkoholu tutaj nie ma. Kontakt do Mohameda przez WhatsApp +212668228590 – powiedzcie, że jesteście ode mnie 🙂

Obiad
Handel nawet przy obiedzie

Po godzinie 16 jesteśmy z powrotem w Imlil, cała akcja górska zajęła tego dnia 12 godzin. W pokojach hotelowych dostępne są dla gości grubsze marokańskie dżellaby, idealne na zimniejszy wieczór. Wyglądamy w nich jak Jedi ze Star Wars 🙂

Rycerze Jedi w towarzystwie lokalnego kacyka 🙂
Uczeń i mistrz 🙂
Mroczna atmosfera 🙂

Podsumowując – Jebel Toubkal jest dobrym czterotysięcznikiem na pierwszy raz, dodatkowo leży w pięknym, ciepłym i niedrogim kraju. Nie jest bardzo wymagający kondycyjnie, cała akcja zajęła nam 18 godzin (6 pierwszego i 12 drugiego dnia). Warto polecieć kiedy Maroko znów będzie dostępne, nam udało się zmieścić w 3 tygodniowym okienku łaski Króla 🙂

Wyprawę w buty wyposażyła Chiruca. Używaliśmy modelu nie do zdarcia – Chiruca Jubilee GTX, to wygodne buty z membraną i podeszwą vibram, nie obcierały nawet przy pierwszym użyciu, nadają się do raków koszykowych. W sam raz na błoto, śnieg z deszczem, breję. No i bardzo ładne. Konkretny sprzęt, polecam. Na pewno jeszcze wiele razy przydadzą się na wyjazdach.

http://chiruca.pl/high-medium-mountains/188-Obuwie-Chiruca-Dynamic-Jubilee-GTX.html

Na moim kanale Youtube zamieściłem film z wejścia, zapraszam do obejrzenia.

0 /10
Ocena przygody

Tagi

Data wejścia: 03.11.2021

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *