Grecja - Kreta

Wejście na Pachnes

najwyższy szczyt Gór Białych na Krecie

Wejście na Pachnes - najwyższy szczyt Gór Białych na Krecie

Pachnes jest najwyższym szczytem zachodniego pasma górskiego na Krecie – Gór Białych (Lefka Ori). Nazwa „Góry Białe” bierze się z powodu długo utrzymującego się tutaj śniegu. Szczyt mierzy 2453 m n.p.m. To nie jest popularne miejsce.

Przemek
Tomek

Szukając opisów wejścia w internecie, nie znalazłem zbyt wiele, właściwie (oprócz jednego skąpego) są to opisy prób wejścia i odwrotu. Nie ma trudności technicznych, natomiast wysokość, położenie w trudno dostępnym miejscu i upał, powodują że wejście nie należy do prostych. Trzeba zaliczyć wyrypę 🙂 Poza tym tutaj nikogo nie ma, gdyby coś się stało to nie zadzwonisz po pomoc, bo nie ma zasięgu. Ludzie umierają na Krecie z wycieńczenia. Dla mnie same zalety 🙂 Nocujemy po północnej stronie wyspy w Amernoi. Do miejsca startu, czyli wioski Agios Ioannis mamy 70km. Wstajemy o świcie i jedziemy wypożyczonym autem. Jest nas tylko dwójka, reszta osób wybrała plażę 🙂 Plan zakłada przejście przez góry od zachodu na wschód, zrobienie pętli i powrót w to samo miejsce. Dojazd z drugiej strony jest niemożliwy, trzeba mieć wysokie terenowe auto.

Góry Białe widoczne z Amernoi - Pachnes jest pomiędzy słupem a pionowym drzewem, ale raczej nie na pierwszym planie.

Mimo że to tylko 70km, jedziemy ponad półtorej godziny. Musimy przejechać wyspę z północy na południe, a potem wjechać w górę 800 metrów do Agios Ioannos. Jedzie się przyjemnie, nawierzchnia jest w bardzo dobrym stanie. Po drodze za wąwozem Imbros, zatrzymujemy się popatrzeć na zjawiskowe miejsce, zielone wzgórze otoczone mgłą i wyższymi górkami. Spod mgły roznoszą się donośne głosy pasterzy i beczenie owiec. Ale klimat.

Malownicza dolina - wzgórze otoczone poranną mgłą.
Droga w kierunku Agios Ioannis - widoczne serpentyny na wzgórzu

To nie koniec atrakcji, droga do wioski prowadzi przez drewniany most zawieszony nad wąwozem Aradena. Przez wąwóz przeszliśmy później, był to dla nas początek szlaku E4, ten trekking będzie jeszcze opisany na blogu. Za mostem można zostawić auto na małym parkingu.

Most nad wąwozem Aradena

Do wioski dojeżdżamy około 8:30. Kilka minut szukamy parkingu, nie spotykając przy tym żadnego człowieka. Wioska wygląda na wpół opuszczoną.

Miejsce startu - Agios Ioannis

Szykuje się niezła wyrypa, na niebie żadnej chmurki, będzie gorąco, a my idziemy w góry praktycznie pozbawione cienia. W plecaku mam 3 litry wody. Na początku mamy trochę problemów z odnalezieniem ścieżki, właściwie jej nie ma. Przechodzimy przez prywatne działki. Trzeba kierować się w gorę do drogi. Następnie idziemy przez sosnowy lasek. Sama droga kończy się mniej więcej na wysokości 1200m.

Sosnowy lasek
Poniżej leży Agios Ioannis - widoczny zbiornik przeciwpożarowy

Na drzewach wisi mnóstwo owadzich gniazd, na jednym może być ich nawet kilkanaście. Zatrzymujemy się na małe śniadanie, siadam na skale tuż obok wielu białych kokonów, niezidentyfikowałem do tej pory co to jest, może ktoś podpowie?

Gniazda na drzewie
Kokony na skale

Za laskiem zaczyna się otwarta przestrzeń, porośnięta przez jałowce, odbijamy w ledwie widoczną ścieżkę na lewo, a następnie kierujemy się na wprost. Stąd dobrze widać szczyt, który trzeba obejść po stronie zachodniej.

Można powiedzieć, że tutaj zaczynają się góry. Nabieramy wysokości, wchodząc po większych kamieniach, a z lewej strony mamy piękny widok na zatokę i przystań promów w Agia Roumeli. Byliśmy tam wczoraj, schodząc w dół wąwozem Samaria, a będziemy jeszcze nocowali przy okazji przejścia szlakiem E4. Fajnie jest popatrzeć z góry na to miejsce, jesteśmy 1700m wyżej. Akurat do przystani płynie prom.

Na dole Agia Roumeli
Ten szczyt obchodzimy z lewej strony
Prom płynie do Agia Roumeli

Obchodzimy ostrą ścianę z lewej strony. W tym miejscu jest więcej roślin, dlatego że przy ścianie bije małe źródełko – nieco schowane i przykryte płytą przywaloną kamieniami. To chyba w celu uniknięcia zanieczyszczenia przez owce. Woda zbiera się powoli. Nabieram ją do butelki i przykrywam źródło z powrotem. Wiedzieliśmy, że źródełko jest zaznaczone na mapie, ale nie wolno brać tego za pewnik i zmniejszać zapasu wody, w lecie woda może zanikać.

Obejście - w tej okolicy jest woda

Wychodzimy na przestrzeń za górą. Krajobraz się zmienia, przed sobą mamy łagodniej wyglądające szczyty, ale leżące wyżej. Teraz będzie dzida w górę. Wspomnę, że brak tutaj jakichkolwiek oznaczeń szlaku od samego początku. Na mapach.cz mamy zaznaczoną ścieżkę, ale nie należy jej się ściśle trzymać. Lepiej samemu wybrać bardziej dogodny wariant przejścia. Idziemy na wprost, a gdy robi się bardziej stromo, trawersujemy górę na lewo przechodząc przez bardziej wygodne, stabilne, większe czarne skały. Wyglądają podobnie do lawy. Na niebie pojawia się więcej chmurek, to nawet dobrze, może zachowamy dzięki temu więcej sił 🙂

Droga na wprost, w połowie trawersujemy na lewo

Za plecami mamy teraz wąwóz Eligias, jeden z wielu głębokich wąwozów na Krecie, rzadko uczęszczany. Do tej pory nikogo nie spotkaliśmy i nie spodziewamy się spotkać.

Widok wstecz, dostęp od zachodu odcina mało znany wąwoz Eligias

Kończymy trawers, wychodzimy na w miarę prosty teren. Przed nami znajduje się rozpadlina. Trochę przypomina to krater… Bo to jest krater! Tego się nie spodziewaliśmy, mały wulkan. Ma kilkadziesiąt metrów szerokości. Ciężko o dobre zdjęcie z tej odległości. Zatrzymujemy się w tym spokojnym miejscu żeby zjeść kanapki.

Mały krater
Polecam ten "lotniczy" plecak z czerwonego supermarketu 🙂 nie ma stelaża, dzięki temu można zabrać wiele rzeczy a ciągle wchodzi jako podstawowy podręczny.

Jesteśmy w górach już 4 i pół godziny. Z tego miejsca widać już najwyższy szczyt. Pachnes odznacza się dobrze widoczną białą, poziomą pręgą na wysokości 3/4 wierzchołka. Schodzimy po kamiennym rumowisku w dół, przed nami rozpościera się płaski skalny teren. Kolejna zmiana krajobrazu zaskakuje.

Pachnes z prawej strony

Coraz mniej kamieni, a więcej litej skały. Na wprost znajduje się „dolina” złożona z rozpadlin i skalnych mostów pomiędzy nimi. Co za miejsce! Lejowatych zagłębień jest mnóstwo. Jakby po bombardowaniu. Głębokie leje mają strome ściany. Nie dałoby się z nich wyjść. Na szczęście mosty są dość szerokie.

Krajobraz zmienił się na księżycowy
Kraina skalnych mostów i lejowych rozpadlin

To miejsce musi być skrajnie niebezpieczne w zimie, kiedy zagłębienia mogą być przykryte śniegiem. Wejścia na to pole minowe, broni około 10 metrowy, skalny grzebień. Znajduje się akurat pomiędzy pierwszymi lejami. Tomek wspina się na niego, ja przechodzę poniżej z prawej strony. Trzeba zachować ostrożność. Zejście z grzebienia nie jest łatwe, Tomek ocenia trudność na 2.

Skalny grzebień "wyrasta" pomiędzy lejami

Nigdy czegoś takiego nie widziałem.  Wyszukujemy drogę w skalnym labiryncie. Zdecydowanie warto iść na Pachnes od zachodniej strony żeby się tutaj znaleźć.

Pachnes i przejście mostem skalnym
Dalibyście radę wyjść? 🙂

Ostatnie rozpadliny i znajdziemy się już pod szczytem, jeszcze kawałek. Za skalnymi dołami krajobraz kolejny raz się zmienia, przechodzimy przez wypłaszczenie, pełne zielonych roślin kwitnących na biało. Mają bardzo ostre liście. Nie wiem w jaki sposób kozy, które tutaj się zapuszczają, mogą cokolwiek skorzystać z tych roślin. Nic więcej do jedzenia tu nie ma. Wydawałoby się, że im wyżej tym mniej zieleni. Jest odwrotnie, dzięki długo utrzymującemu się śniegowi w tym miejscu.

Wyjście z lejowiska
Zielone miejsce pod szczytem
Same kolce
Widok wstecz, omijaliśmy szczyty widoczne z lewej strony, na wprost widoczny mały krater oraz rozpadliny
Dochodzimy do "pręgi"

Ostatni fragment był bardzo przyjemny, ale nie zdobywaliśmy zbyt wiele wysokości. Wchodzimy na kamienną grzędę, można tutaj używać rąk. Następnie kierujemy się mozolnie na szczyt, dlatego że podłoże jest sypkie. Kamyki ruszają się, wszystko trwa dłużej. To chyba najcięższy moment jak do tej pory. W okolicy wierzchołka znajduje się stado owiec. Może szukają tutaj minerałów.

Kamienie i kamienie... - ostateczne podejście
Pachnes - najwyższy szczyt

Po wyjściu na grań zaczyna mocno wiać, do tej pory byliśmy osłonięci przed wiatrem. Po 6 godzinach i 10 minutach trekkingu docieramy na szczyt. Na wierzchołku umieszczony jest prowizoryczny drewniany krzyż. Podejście w górę wyniosło około 1780m.  Całkiem sporo, zmęczenie jest duże, odpoczywamy około pół godziny. W kamiennym kręgu można schronić się przed wiatrem. Prawie w nim usypiam 🙂

Pachnes - najwyższy szczyt
Na szczycie Pachnes

Widoki ze szczytu nie są powalające, myślałem że zobaczę całą Kretę, a widzimy mnóstwo jasnych wierzchołków, nie wiele mniejszych niż sam Pachnes. Trochę szkoda. Czuję się jakby w centrum pustyni 🙂

Widok ze szczytu

Pozwoliliśmy sobie na pół godziny odpoczynku, a nawet nie jesteśmy w połowie drogi! Do najbliższej wioski jest jeszcze ponad 15km. Ale sami tego chcieliśmy 🙂 Najwyżej wrócimy w nocy. Rozpoczynamy zejście. Z tej strony gór widać oznaczenia szlaku. Przez dłuższy czas nie ma możliwości schowania się przed wiatrem.

Zejście
Płat śniegu

Ścieżka jest wyraźna. Niestety wschodnia część gór odznacza się znacznie większą monotonnością niż zachodnia. Po około godzinie dochodzimy do ciekawego miejsca.

Powrót

Omijamy je z lewej strony. Ewidentnie kiedyś był tu aktywny wulkan, widać charakterystyczne stożki, utworzone z wydobywającego się z kraterów pyłu.

Krajobraz wulkaniczny

Dochodzimy do drogi, mijamy stojącego starego pickup’a. Może ktoś będzie wracał? Ale nigdzie nie widać ludzi. 

Początek drogi

Wracamy drogą licząc, że może uda się załapać na podwózkę. Jestem już zmęczony i nie zwracam większej uwagi na to co widać wokół. Ważne, że cel został osiągnięty i jesteśmy już nisko. Mija 40 minut i ktoś jedzie. Dobrze 🙂 Machamy i auto zatrzymuje się, to samo które stało na początku. Dwoje Kreteńczyków nie zna angielskiego, pokazujemy na mapie gdzie chcemy jechać. Niestety oni pokazują, że jadą tylko kawałek w tą stronę, będziemy musieli wysiąść na rozstaju dróg i dalej drałować drogą.

Droga w górach

Wsiadamy na pakę, toyota jest bardzo stara, nie ma sprawnych świateł, służy do transportu owiec. Czuć ich zapach. Jedziemy dość szybko po wertepach. Trzeba się trzymać, żeby nie mieć obitej miękkiej części ciała 🙂 Sprawdzam na mapie czy auto skręci tam gdzie mówili pasterze, ale nie, jedziemy dalej do Anopoli. Super, dzięki tej podwózce zaoszczędziliśmy jakieś 3 godziny. Sama jazda to też duża atrakcja. Mamy czas, żeby zjeść dobry obiad w tawernie. Przy rondzie znajduje się „Platanos Rooms & Tavern”. Ceny są umiarkowane, po takiej wyrypie najlepiej zamówić mięso, a na Krecie przyrządzają bardzo dobre mięso. Właściciel tawerny, po tym gdy dowiaduje się skąd wracamy, kręci głową z niedowierzaniem i stwierdza: „wszyscy Polacy których znam, to silni mężczyźni, wspinacze ” 🙂 Oprócz nas w tawernie jest tylko jeden miejscowy. Po konkretnym obiedzie, syn właściciela podrzuca nas autem do Agios Ioannis, do naszego samochodu.

Jedziemy na pace

Podsumowując trekking zajął nam około 8 godzin (dzięki pasterzom). Daję 8 na 10, dałbym 9 gdyby ze szczytu był jakiś ładny widok. Za to z powrotem mamy fajny widoczek na Chora Sfaxion, miasteczko w którym można rozpocząć, lub zakończyć kilkudniowy szlak E4. Ale o tym już w następnym wpisie.

Chora Sfaxion widoczne z góry, wracamy serpentynami na północ wyspy

Na kanale Tomka można obejrzeć kilka minut filmu z wejścia na Pachnes (od 4:13 do 7:31), oraz z innych ciekawych miejsc na Krecie.

0 /10
Ocena przygody

Szlak E4 na Krecie w 3 dni - dzień 1 - Aradena - Agia Roumeli

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *