Grecja - Kreta

Szlak E4 na Krecie w 3 dni

dzień 2 – Agia Roumeli – Sougia

Szlak E4 na Krecie w 3 dni - dzień 2 - Agia Roumeli - Sougia

Drugi dzień na szlaku E4. Wczorajszy dzień był bardziej wyczerpujący, niż mogło się to wcześniej wydawać. Dziś musimy dotrzeć do Sougii. Długość trasy to około 19,2 km. Więcej niż wczoraj, ale wyruszamy podekscytowani, dlatego że dzisiejszy odcinek jest najbardziej widokowy, różnorodny krajobrazowo i ma pewne trudności techniczne. Zresztą trzeba wszystko przeżyć na własnej skórze, a nie tylko czytać opisy 🙂 Po śniadaniu na tarasie z widokiem na morze, wychodzimy na szlak. Dopiero o 10 – znowu późno. Kasia zostaje, będzie się opalać.

Widok z okna
Przystań promów w Agia Roumeli

Szlak przebiega tuż obok naszego obiektu, ale stromym wzgórzu około 100 m wyżej. Żeby tam wejść, musimy się cofnąć do Agia Roumeli i wchodzić pod górę. Już na początku czuć, że to będzie ciężki dzień 🙂 Można powiedzieć, że druga połowa czerwca to ostatni dzwonek na przejście tego szlaku. Żar leje się z nieba, jest około 30 stopni, ale da się funkcjonować. Pod koniec czerwca temperatury dochodzą do 40 stopni, wtedy można się wykończyć na śmierć.

Pierwsza górka
A tam na dole spaliśmy
Zaczynamy podchodzić na wzgórze o wysokości 510 m. Zmęczenie rekompensują piękne widoki z góry na Agia Roumeli.
Agia Roumeli
Okienko w skale

Na wysokości 350 m, zaczyna się dość rozległy sosnowy las. Trochę cienia, ale cały czas w górę.

Sosnowy lasek
Agia Roumeli - ostatni widok
Prom dopływa do Agia Roumeli
Dalsza droga - niska roślinność ma bardzo ostre kolce

Po osiągnięciu maksymalnej wysokości na trasie, przez 1,5 km schodzimy w dół. Na mapie zaznaczone jest źródło, ale wody nigdzie nie ma. Podczas całego trzydniowego przejścia szlaku, nie znaleźliśmy żadnego źródła wody.

Tutaj idziemy prosto
Humory dopisują 🙂

Idziemy dalej, otwiera się nam widok na błękitną lagunę przy plaży Domata. Chyba najbardziej widokowe miejsce na szlaku! Sama plaża, chociaż z góry piękna, jest dość dzika.

A za tą górką jest już Sougia
Schodzimy

Podobno część osób przechodzących szlak, zatrzymuje się tutaj na noc. Samo podzielenie tego dnia na pół jest rozsądne, ale nocleg zaledwie 7 km od miejsca startu, dla mnie jest bezsensowny. Za blisko. Dojście na plażę zajęło nam 3 godziny 40 minut!

Domata Beach w całej okazałości!

Spotykamy pierwsze osoby na szlaku, a raczej w wodzie. Przypłynęli na łodziach, machają nam. Takie piękne miejsce i tylko dwie łodzie. Południowe wybrzeże Krety, nie jest bardzo eksploatowane turystycznie.

Pierwsi ludzie na szlaku

Wchodzimy na plażę, z góry wydawało się, że jest bardziej piaszczysta – tak słońce odbijało odbijało się od jasnych kamieni. Szukamy cienia, żeby odpocząć. Nie ma gdzie się schować przed słońcem.

Domata Beach

Na prawie całej długości, plażę od lądu oddziela wysoki, prawie pionowy klif. Jedyne takie miejsce na szlaku. Wygląda bardzo niestabilnie, kamienie ledwo trzymają się w ścianie. Niektóre większe dają trochę cienia, ale nie chcę siedzieć pod czymś takim. Nawet rzucam kamykiem w klif, żeby sprawdzić czy się nie zawali 🙂 Jest zbudowany bardziej z luźnego materiału, niż skał, bardzo nietypowy.

Wysoki klif na plaży

Przeszliśmy przez całą plażę. Wejście do wody jest nieco utrudnione, pod wodą nie ma mniejszego żwirku, tylko duże śliskie głazy. Szukamy w miarę optymalnego miejsca, wracamy kawałek z powrotem. Mam ze sobą maskę, woda nie jest tutaj głęboka, nie widzę zbyt wielu ryb.

Szukamy cienia...

Klif „skręca” pod kątem 90 stopni, tworząc z jednej strony ścianę wąwozu Klados. Na wiosnę jego dnem spływa rzeka. Wąwóz należy do niebezpiecznych, przejście wymaga sprzętu wspinaczkowego. W odległości 30 metrów od wody jest większe drzewo, które daje trochę cienia. Zatrzymujemy się tutaj na mały piknik. Następnie podchodzimy dnem wąwozu około 100 m i skręcamy w lewo pod górę. Trzeba się wspiąć na wysokość 125 m. W tych warunkach nieco męczące 🙂 Ale jakie są tutaj widoki! Robię jedno zdjęcie za drugim.

Klif i ujscie wąwozu Klados, jesteśmy nieco wyżej, widok wstecz

Jesteśmy na wysokości ponad 100 metrów, powoli ją tracimy schodząc ponownie do brzegu. Przed nami błękitna zatoczka, ze skalistym brzegiem. Takich miejsc brakowało na wczorajszym odcinku! Tym razem nie schodzimy do wody, nie ma ścieżki, ale kto chce bez trudu zejdzie do morza.

Na skale widoczny jest niewielki "pszczelarski" budynek

Następnie podchodzimy nieco wyżej, pojawiają się pierwsze przeszkody techniczne. Na początku drobna ekspozycja, a za zakrętem ścieżka prowadzi nad nieco stromym, sypkim zboczem.

Widoczne żółto-czarne oznaczenie szlaku

Ale najlepsze jest dalej, całkiem spora ekspozycja i lina zabezpieczająca przejście. Lepiej użyć, dlatego że teren jest sypki. Tomek już wcześniej przewrócił się na małych kamykach, lądując centralnie na kłujących roślinach 🙂

Basia przechodzi trudne miejsce

To nie koniec emocji 🙂 Na szlaku leży duża skała, można ją obejść z lewej lub górą. Bezpieczniejsza jest druga opcja, trzeba trzymać się skał i schodzić uważnie. Na kamykach można łatwo się poślizgnąć.

Skałę omijamy górą
i w dół ...

To była niespodzianka, nie spodziewałem się tu takiego miejsca. Nawet odczuwalna była szczypta adrenaliny 🙂  Dlatego, że nie było wcześniej okazji do wyjazdu w Wysokie Tatry. To dopiero środek czerwca. Nie ma wyjść w góry – umiejętności i obycie spadają.

Przeszliśmy 🙂

Dalej mamy ciekawy piękny odcinek – błękitna woda, tu i ówdzie sosny. Widzimy plażę Sedoni oraz ujście wąwozu Tripiti. Musimy ominąć z prawej strony wzgórze blokujące przejście wybrzeżem.

Ta ciemne wzgórze nie pozwala przejść wybrzeżem - tam będzie solidne podejście

Wykorzystujemy cień rozłożystej sosny, żeby odpocząć w ciekawym miejscu.

Odpoczynek w cieniu - tutaj ścieżka prowadzi wyżej (widać ją w lewym górnym rogu) - widok wstecz
Plaża Sedoni

Na plaży Sedoni wchodzę ponownie do wody na kilka minut. Jest tak gorąco, że właściwie zaraz po wyjściu na słońce, ciało wysycha. Źródła wody oznaczonego na mapie nie ma. W sąsiedztwie plaży znajduje się budynek (prawdopodobnie w sezonie sklep), teraz oczywiście zamknięty. Sam mam jeszcze spory zapas wody, a właściwie soków. Jeśli jest możliwość, wolę zabrać na trekking sok – lepiej smakuje i daje trochę dodatkowych kalorii. Dochodzimy do ujścia wąwozu Tripiti. Zbliżamy się do skał, leżących tuż przy wodzie. To świetne miejsce, formacje skalne są wielkie, mocno wyrzeźbione przez wodę.

Skalne wybrzeże

Przejście pomiędzy nimi daje dużą frajdę 🙂 Słyszymy odgłosy odbijających się kamyków. Nagle spomiędzy skał ktoś wychodzi. Pierwsza osoba spotkana tego dnia na szlaku! Tutejszy Kreteńczyk. Idzie z drugiej strony. Opowiada nam, że ludzie dzielący ten odcinek na dwa dni, nocują w starym Kościele Proroka Eliasza (na wzgórzu za Tripiti), a to miejsce słynie z tego, że często śpiących nawiedzają sny. Potem mogą się ziścić 🙂 Taka miejscowa legenda. Pewnie śnią o wodzie, a na drugi dzień ją piją 🙂 Tomek z Basią pytają o wodę. Grek chętnie oddaje część swojego zapasu – „To dobra woda, pochodzi z góry Wąwozu Agia Irini, mi jej wystarczy”. Planował jeszcze tego samego dnia dojść do Samarii. Spotkaliśmy się w połowie szlaku.

Basia wychodzi zza skały
Przejście pomiędzy skałami
Ogromny grzybek skalny tuż przy brzegu

Na tym fragmencie można znaleźć niewielkie sklepienia, dające schronienie przed deszczem.

Można tu spać?

Przejście do wąwozu Tripiti znajduje się pod wielkimi skałami, stoi tu nieco szpecące okolicę ogrodzenie. Otwieramy bramkę i wchodzimy chyba ma czyjeś podwórko 🙂 Kawałek dalej, stoi również ogrodzony budynek, na dachu jest antena satelitarna. Ktoś tu czasem mieszka.

Przejście do wąwozu - widoczne zabudowania pod skałami
Budynek w skałach

Dochodzi 17:40. Widzimy prom, którym miała płynąć Kasia. Ostatni z Agia Roumeli, wypłynął około 17. Machamy do niej rękami, może nas zobaczy. Basia mówi żebyśmy przestali, bo jeszcze ktoś pomyśli, że potrzebujemy pomocy 🙂 ale i tak nas nie widziała, widocznie nie była zbyt przejęta naszym losem 🙂

Kasia płynie promem 🙂 będzie szybciej na miejscu

Wąwóz Tripiti, to ten gdzie zmarło dwoje Polaków. Mieli iść do Samarii, ale zgubili się i trafili tutaj. My wchodzimy do wąwozu i zaraz odbijamy w lewo. Czeka nas solidne podejście, 304 metry pod górę.

Wąwóz Tripiti

To zdecydowanie najcięższy fragment dzisiejszego dnia. Mozół daje w kość 🙂 Wychodzimy na wzgórze w niecałą godzinę. Jestem zbyt zmęczony, żeby iść zobaczyć kościół. Zresztą to jeszcze wyżej. W okolicy atrakcją jest jeszcze Jaskinia Cyklopa, wiedzie do niej oznakowana ścieżka.

Mocno w górę
Widok ze wzgórza

Schodzimy w dół, przechodzimy przez mniejszy dziki wąwóz, po to żeby znów nabrać wysokości. Ten odcinek nie rozpieszcza, tu robi się prawdziwa kreteńska wyrypa 🙂 Nabijamy następne 124 metry pod górę.

Słońce już coraz niżej
Dno następnego wąwozu
A tutaj w górę - oby pod tą mniejszą górę 🙂
Dzika Kreta

Ostatnia „ostrzejsza” górka na szlaku już za nami, zostało 3 km do Sougii. Po drodze spotykamy kozy oraz pszczoły.

Ciekawska koza
Ule - jest ich wiele na Krecie, miód ma inny smak niż nasz

No i jest. Sougia. Tak blisko, ale nie ma ścieżki na wprost, do wioski idzie się szerokim zakolem.

Sougia
Sougia - za chwilę zachód słońca

Przez plażę wchodzę na deptak, z obydwu stron mam restauracje, sporo ludzi. Lubię te momenty gdy kończę trekking, wracam do cywilizacji, wchodzę w tłum ludzi i wyglądam jakby z innego świata:) Dopiero w okolicy wioski łapię zasięg. Nocleg w Sougii to nasz najdroższy nocleg na Krecie, coś około 80 zł za osobę. Kasia już czeka w apartamencie, zrobiła spaghetti. Jak dobrze. Zjadam i padam na łóżko, nigdzie już nie wychodzimy. Cały szlak to około 1400 m w górę i w dół. Czas przejścia – 11 i pół godziny. Cztery mocniejsze podejścia i zejścia. Jako opcję jednodniową – polecam tylko dla wytrawnych łazików. Inaczej Wasza linia komfortu może zostać przekroczona 🙂 Sam gdybym miał dodatkowy dzień, zanocowałbym w okolicy Tripiti.

0 /10
Ocena przygody

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *