Tajlandia

Khao Sok

tajlandzka dżungla

Pierwszy dzień w Tajlandii.

Rozpoczyna się najbardziej krytyczny punkt w naszej wyprawie. Nocna przesiadka z jednego na drugie lotnisko w Bangkoku. Mamy na to cztery godziny. Około trzeciej w nocy lądujemy w Bangkoku. Bangkok ma dwa lotniska, międzynarodowe Suvarnabhumi i drugie bardziej nastawione na loty krajowe Don Muang. Z Suvarnabhumi bierzemy taxi, kierowca po negocjacjach zgadza się pojechać za 800 THB (104 zł), 100 bahtów tajskich to około 13 zł. Mamy do pokonania 46 km. Po drodze samochód zatrzymuje się, mamy się przesiąść do innego, a kierowca wraca na lotnisko. Nie było o tym mowy wcześniej, ale to żaden problem. Auto to nowa Toyota Corolla. Dojeżdżamy na lotnisko, płacę ale kierowca nie ma mi wydać 🙂 200 THB (26 zł). Myśli, że spieszymy się na samolot i machnę ręką, ale czasu jest dużo. No dobrze, pójdę rozmienić. Wracam i płacę mniejszymi nominałami. Pierwszy spotkany człowiek od razu próbuje nas naciągnąć. Mentalność Filipińczyków jest zupełnie inna.

Bangkok
Taka kara Cię spotka za handel kością słoniową

Lotnisko Don Muang jest duże, w ciągu dziesięciu minut startuje siedem-osiem samolotów. Boarding jest o wiele szybszy, niż w Europie. Jeśli się spóźnisz, to na Twojej bramce będą odprawiać ludzi na następny lot. Na poniższym zdjęciu stoimy w kolejce przed startem, samolot z lewej rozpędza się, a za nami niedaleko kołują trzy następne. Lecimy do Surat Thani, gdybyśmy się spóźnili pojechalibyśmy pociągiem, lub polecieli kolejnym lotem – tego dnia było jeszcze przynajmniej pięć lotów w tym kierunku.

Kolejka na lotnisku Don Muang
Okolice Surat Thani, równe zagospodarowane działki

Na lotnisku od razu zaczepia nas kierowca, proponuje podwózkę taxi do Khao Sok, za 450 bahtów za osobę (58,50 zł), jeżeli znajdziemy jeszcze dwie osoby. Van kosztuje 350 THB (45,50 zł), ale jedzie najpierw do miasta i podróż trwa dłużej. Po chwili znajduje się para Szwajcarów. Jedziemy. Taxi to nowy chiński suv. Niezłe auto jak na taksę. Jesteśmy w Khao Sok już około dziesiątej rano, transfer z Manili zajął nam około dziesięciu godzin. Niektórzy o tej godzinie pewnie by dopiero wstali 🙂

Ruch w Tajlandii jest lewostronny

Khao Sok to park narodowy, dżungla porasta ten teren od 160 mln lat. Nocujemy w Nung House, jest to najtańszy nocleg jaki do tej pory miałem, 16 zł za osobę, a warunki bardzo dobre. Tajski domek na palach. Nie mamy sąsiadów w bezpośredniej okolicy. W ośrodku jest restauracja, recepcja załatwia organizację wycieczek. Ośrodki wypoczynkowe są skoncentrowane w jednym miejscu, jest ich około pięćdziesięciu. Khao Sok to dżungla ale jednocześnie spore, dobrze zorganizowane miasteczko. Są tu sklepy, bary, restauracje, street food itd.

Nasz domek

Na początku idziemy piechotą obejrzeć co oferuje pobliski punkt widokowy. Straszny upał.

Punkt widokowy

Samo wejście do parku narodowego kosztuje 300 THB. Istnieje kilka dość krótkich bezpłatnych szlaków w okolicach Jungle House. W dżungli słychać małpy przemieszczające się wysoko w koronach drzew, ale nie jest łatwo je wypatrzeć.

Szlaki w dżungli

Khao Sok jest otoczony z jednej strony skałami wapiennymi, z bujną roślinnością na szczytach, raczej nie ma możliwości wejścia na nie bez sprzętu.

Skały w parku

Tajlandia słynie z dobrego jedzenia, mi najbardziej smakował deser – mango sticky rice, czyli kleisty ryż i mango polane mlekiem kokosowym, pycha. W Khao Sok w wielu miejscach można kupić tanie szejki ze świeżych owoców, wybór jest duży, codziennie próbowałem innych.

Mango sticky rice

Wieczorem wybieramy się na nocne safari po dżungli z przewodnikiem. Oprócz kosztu przewodnika – 600 THB na osobę, musimy zapłacić za wejście do parku – 300 THB. Jest to dość wygórowana cena jak na Tajlandię. Wejściówka kupiona na nocne safari obowiązuje także na drugi dzień. Zwierzęta w nocy wychodzą na żer, wtedy łatwiej je zobaczyć. Dostajemy latarki.

Przewodnikowi udaje się wypatrzeć węże, pająki, agamę, żaby, dużą gąsienicę. Małpy też są, ale ich wyłapanie wzrokiem spomiędzy poruszających się i rzucających cień gałęzi nie jest łatwe.

Nocne safari
Agama

Sam Khao Sok nieco nas zaskoczył. Po przeczytaniu kilku innych blogów, spodziewaliśmy się większej dżungli i mniejszej cywilizacji. A tu cywilizacja pełną gębą. Nawet, najbardziej oddalony Our Jungle House, to 15 minut drogi piechotą do tętniącego życiem miasteczka. I tak mi się podobało, ale spodziewałem się czegoś innego. To nie są nasze dzikie Bieszczady, a na innych blogach oszukują 🙂

0 /10
Ocena przygody

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *