Tajlandia

The Hillside Retreat

santktuarium słoni

Wizyta w sanktuarium słoni i poszukiwanie raflezji.

To nasz ostatni dzień w parku Khao Sok. Poprzedniego dnia zamawiamy wycieczkę do sanktuarium słoni. Obsługa poleca The Hillside Retreat. Istnienie sanktuariów jest nieco kontrowersyjnym tematem, ze względu na możliwe męczenie zwierząt i ich wyzysk. Będziemy mieli okazję przekonać się na własne oczy jak to wygląda. W tym sanktuarium nie ma możliwości jeżdżenia okrakiem na grzbietach zwierząt. Z Khao Sok z innymi chętnymi osobami, jedziemy około pół godziny vanem na miejsce. Na początku jest szkolenie. Pani omawia co po kolei będziemy robić, przedstawia nam słonie, informuje skąd się tutaj wzięły. To zwierzęta które z powodu wypadku lub choroby nie nadawały się do pracy. Dzielimy się na zespoły, jestem w zespole z Anetą, a inni turyści osobno. Każdy zespół ma przydzielonego słonia. Dostajemy ananasy i banany, mamy za zadanie je pokroić i przygotować jako posiłek dla zwierząt.

Przy drewnianej barierce czekają na nas dwa słonie indyjskie. Nasz ma około 40 lat. Podchodzimy z koszem owoców i dajemy mu jeść. Słoń pobiera trąbą kawałki owoców jeden za drugim. Jedzenie szybko znika. Słoń sprawdza czy w dłoniach są kolejne owoce, ale już nic nie mam.

Słonie są bardzo spokojne, można je dotykać, robić sobie z nimi zdjęcia.

Po jedzeniu, następnym etapem jest przejście do basenu z kąpielą błotną. Można wziąć prysznic i przebrać się w odpowiedni do błotka strój. W szafce zostawiamy swoje rzeczy. Słonie przechodzą do basenu około 200 metrów.

Zwierzęta są już na stanowiskach, dostajemy połówki łupin kokosowych do nabierania gliny. Naszym zadaniem jest smarowanie słonia gliną z ciepła wodą. W naturze kąpiel błotna stanowi ochronę przed słońcem i pasożytami.

Stanowisko do kąpieli błotnej
Słoń lubi ciepłe błoto
Korzystam z prysznica po kąpieli błotnej

Po zabawie w błocie trzeba umyć słonia. Dostajemy szlauf z wodą. W taki gorący dzień dobrze jest się ochłodzić. Słoń też stara się rozrzucić wodę trąbą.

Po dokładnym umyciu słonie przechodzą do basenu z zielonkawą wodą na masaż szczotkami.

Masaż z szorowaniem jest na pewno przyjemny. Słoń się czuje tak dobrze, że niemalże nam usypia. To ostatni kontakt z sympatycznym ssakiem. Po wszystkim dostajemy wodę i owocowy poczęstunek.

Słoń prawie zasnął

Ze słoniami spędzamy nieco ponad godzinę, dla mnie to wystarczający czas, żeby przebywać z nimi w bezpośredniej bliskości. Turyści odwiedzają słonie trzy razy dziennie. Zwierzęta mają tu dobrze – jedzenie, kąpiele błotne, mycie. Samo chodzenie jest dla nich jak najbardziej korzystne. Trzymanie zwierząt w zamknięciu i brak ruchu może być przyczyną zaniku mięśni i powodować zwyrodnienia. Słonie mają opiekę i wyżywienie, krzywda tutaj im się nie dzieje. Myślę, że wśród ludzi znalazłoby się wielu chętnych na pracę jaką mają tutaj słonie 🙂 Jest to dla nich niewielki wysiłek, a schronisko ma dzięki temu środki na utrzymanie. Całość zajmuje około trzy godziny, cena za wycieczkę to 1200 THB (156 zł) za osobę. Nie wracamy bezpośrednio do Khao Sok. Po drodze wysiadamy obok wejścia na szlak, na którym rosną raflezje, czyli rośliny o największych kwiatach na świecie. Może uda nam się je znaleźć.

Idziemy w górę wydeptanymi ścieżkami. Trzeba wejść na wysokość około 400 m. Raflezja nie rośnie nigdy w tym samym miejscu. Chodzimy po dżungli i w końcu jest. Ale kwiatu jeszcze nie ma, rozkwitnie dopiero za kilka dni. W innym miejscu znajdujemy przekwitłą roślinę. Raflezja kwitnie tylko 5-7 dni w roku.

Raflezja
Przekwitły kwiat Raflezji

Wracamy na ostatni nocleg w domku, po drodze załatwiamy w biurze transfer na Railay Beach. Tajowie mają bardzo dobrze ogarnięty transport, płaci się jeden raz z góry, mimo kilku przesiadek na różne środki transportu.

0 /10
Ocena przygody

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *