Sardynia

Trekking z Cala Fuili do Cala Luna

dwie zatoczki i grota Bue Marino

Drugi dzień na wyspie

Drugiego dnia pobytu mamy bardzo dobrą pogodę, więc planujemy pojechać nad morze. Mieszkamy w odosobnionym miejscu kilka km od Dorgali. Pierwsze piętro budynku jest do wynajęcia, parter służy jako pomieszczenia gospodarcze. Właściciel produkuje oliwę, dostajemy jedną butelkę gratis, ale trzeba dodatkowo płacić za pościel i ręczniki 🙂 Nietypowe podejście, przecież raczej nikt nie jeździ ze swoją pościelą. Po prostu to włoski sposób na uniknięcie części podatków. Wiedziałem o tym wcześniej, warunki mieliśmy dobre, ale jednak uważam takie praktyki za nieuczciwą konkurencję – lokal jest wyżej w wyszukiwaniu na booking wg ceny, a faktycznie jest droższy – no chyba, że masz swoją pościel 😉 Ostatecznie wyszło na osobę około 82 zł za 1 nocleg. Żeby tu nocować trzeba dysponować autem.
Właściciel ostrzega nas jeszcze, żeby na noc zamykać okiennice. Podkreśla że jest to naprawdę niezbędne. Faktycznie Sardynia jest bardzo wietrzną wyspą. Wieczorem i w ciągu nocy mocno wieje, nie można tego lekceważyć, bo później w środku nocy stukanie może wybudzić ze snu.

Śniadanie
Widok z tarasu na gaje oliwne i masyw Supramonte
Taras
Nasze lokum

Przez Dorgali jedziemy na wschodnie wybrzeże, poplażować nad Zatoką Orosei. Z naszej bazy nad wodę mamy około 12 km. Trzeba przejechać przez góry tunelem, a potem zjechać serpentynami w dół. Parkujemy na poboczu asfaltowej drogi przy Cala Fuili.

Zatoka Orosei

Z parkingu schodzimy w dół schodami. Cala Fuili to niewielka zatoczka, ze żwirową plażą, bardzo czystą lazurową wodą i zatopionymi skałami – wokół nich można obserwować ławice ryb. Na skały da się wejść i skakać z nich do wody. Zatoczka jest obramowana wysokimi ścianami, po których miejscowi się wspinają. Myślałem, że z powodu łatwości dostępu i dobrej pogody na plaży będzie dużo ludzi, ale nie – jest sporo miejsca. Pod koniec września woda jest jeszcze ciepła. Mam ze sobą maskę do snurkowania, zmieściła się w bagażu podręcznym. Szczególnie tutaj się przydaje, w wodzie jest mnóstwo wielkich ławic, nawet po kilkaset sztuk ryb – między innymi długie i wąskie jak ołówki barrakudy. Skały po południowej stronie zatoczki są podmywane i z czasem walą się do wody. Bardzo ciekawe miejsce do pływania – jest możliwość przepływania pod skałami, opartymi na niewielkiej podmywanej podstawie tworzącymi okna – pomiędzy wyspą a morzem. Coś jak okno na Malcie, które się zawaliło – tylko mniejsze.

Cala Fuili
Plaża
W takiej wodzie chce się pływać

Po zrelaksowaniu się w lazurowych wodach Zatoki Orosei, wyruszamy na trekking do Cala Luna – większej, odległej o około 2 godziny drogi zatoczki, a po drodze mamy zamiar zejść do groty Bue Marino.

Idziemy do Cala Luna

Ścieżka z Cala Fuili do Cala Luna zaczyna się około 150 m od plaży, po lewej stronie, jeśli stoi się plecami do wody. Przy wejściu na szlak stoi znak. Na początku podchodzimy kilkadziesiąt metrów w górę, po 200 metrach dochodzimy do rozstaju dróg. Na wprost schodzi się bliżej wody i dalej do Bue Marino, na prawo idzie się około 100 m nad wodą – jest więcej widoków, chociaż nie przez cały czas.

Szlak do Cala Luna
Widok z wyżej położonej ścieżki

Idziemy ścieżką położoną wyżej, aż po 1 km dochodzimy do słabo oznaczonego zejścia do Bue Marino. Na odcinku o długości 500 m schodzimy 120 m niżej po skałach. Nie ma w tym nic trudnego, ani niebezpiecznego. Szlak nie jest bardzo zarośnięty. Im bardziej zbliżamy się do celu, tym lepiej widać turkusową taflę wody. Akurat gdy jesteśmy przy schodach do groty, przepływają kajakarze. Woda jest tak czysta, że ma się wrażenie jakby kajaki unosiły się w powietrzu. W tym miejscu robimy przerwę na zjedzenie kanapek.

Kajaki przy zejściu do groty Bue Marino
Grupowe zdjęcie

Sama grota jest niewielka – tzn. część otwarta dla turystów. Bardziej ciekawe było zejście i widok na morze. Drzwi zamknięte na kłódkę nie pozwalają zajrzeć głębiej. Na drugim zdjęciu widoczny jest krzywy, skośny stalaktyt – uformował się w ten sposób z powodu wiatru.

Krzywy stalaktyt w Bue Marino
Tak wygląda zlepieniec, materiał zbudowany z drobnych zlepionych ze sobą kamyków

W drodze powrotnej na rozwidleniu szlaków buduję „chłopka”, wskazującego miejsce zejścia. Idziemy dalej w kierunku Cala Luna. Ścieżka robi się coraz trudniejsza, niewygodna z większymi kamieniami, a potem nawet z ułatwieniami w postaci łańcuchów. Zdecydowanie warto na ten trekking zabrać pełne buty, ja mam terenowe klapki, ale muszę co jakiś czas poprawiać wiązania. Buty nie wszystkim wytrzymują do końca szlaku 😉

Chłopek
Buty się kończą 😉

Dojście się wydłuża, niby to niedaleko – tylko 4,5 km a idziemy prawie 2 godziny. Wydaje nam się, że skoro nie jest tak łatwo tam dojść (z drugiej strony szlaki są jeszcze dłuższe), to na miejscu będzie mało ludzi. Jakże się myliliśmy. Ludzie przypływają na plażę motorówkami i większymi statkami. Głęboka woda pozwala na cumowanie większych jednostek, przywożących kilkadziesiąt osób jednocześnie.

Widok na Cala Luna

Nie ma bezpośredniego zejścia na plażę, tak jak na Cala Fuili. Trzeba obejść skały i dotrzeć na brzeg zakolem nadrabiając drogi.

"Parking" przy Cala Luna
Plaża od strony zarośli na mokrym terenie

Chyba przypływa tu więcej ludzi, dlatego że plaża jest piaszczysta. Na północnej stronie są jaskinie, ale jest tu więcej osób i bardziej wieje. Przemieszczamy się na koniec plaży po drugiej stronie.
Na wysokości połowy pomostu, znajduję pod wodą betonowy blok z przywiązanym, unoszącym się w wodzie sznurkiem. Trzymając się sznurka schodzę pod wodę na dno, na 4-5 metrów. Maska z Decathlonu wytrzymuje ciśnienie na tej głębokości. Pojawiają się strużki wody cieknącej do środka, ale daje radę. Pomost niby jest zamknięty, ale można na niego wyjść z wody i poskakać.
Na granicy wyznaczonego kąpieliska, pod wodą leży duża skała z kolonią czarnych jeżowców. Widziałem ich kilkadziesiąt w jednym miejscu, trzeba uważać, żeby nie nadziać się na igły jeżowca.

Odpoczywamy na plaży, aż słońce zaczyna zachodzić. Dziewczyny kupują bilety na ostatni statek do Cala Gonone – po 10€ za osobę. Nie ma już możliwości dopłynięcia bezpośrednio do Cala Fuili – jest za późno, a już miałem nadzieję na przymusowy powrót piechotą i zwiększenie trudności trekkingu 😉 Chociaż rejs też jest ok, płyniemy dość szybko.

Wracamy statkiem do Cala Gonone
Widok na Cala Gonone ze statku

Jesteśmy w Cala Gonone, a samochód został na parkingu przy Cala Fuili. W mieście nie funkcjonują taksówki, jedyna opcja to powrót na piechotę. Restauracje są jeszcze zamknięte, większość otwiera się po 18. Więc wracam do auta około godziny, a dziewczyny szukają restauracji. Po powrocie do miasta w nagrodę kupuję sobie dwie margherity 🙂 Dobrze, że wykorzystaliśmy ładny dzień nad wodą – następnego dnia idziemy do wąwozu Gola di Goroppu.

0 /10
Ocena przygody

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *