Gruzja

Trekking z Omalo do Shatili

dzień 1 – z Omalo do Girevi

Trekking z Omalo do Shatili - dzień 1 - z Omalo do Girevi

Na naszych ostatnich wyjazdach sporo było wyryp, a w związku z dużym rozstrzałem kondycyjnym grupy, zdecydowaliśmy się zrobić to tym razem bardziej komfortowo. Na szlaku do Shatili, minimum dwa noclegi muszą być w namiotach. Trzeba zabrać jedzenie, garnki, ubrania, gaz, kuchenki, dobrze mieć trochę wody – chociaż można po drodze pić wodę ze strumyków. Cała trasa to około 75 km, łącznie ponad 3000 m podejścia w górę. Żeby nie nosić wszystkiego ze sobą, zdecydowaliśmy się wynająć konie z przewodnikiem konnym, oraz wypożyczyć prawie cały sprzęt od Magdy Konik w Omalo. Znajdziecie ją na facebooku, np. na grupie „Gruzja – podróż na własną rękę”.
Na pewno ta opcja zwiększa koszty, ale nie trzeba dokupować bagażu (ja miałem tylko podstawowy), więc wcale nie wychodzi bardzo drogo, przewodnik zabiera potem sprzęt i nie trzeba dalej nieść wszystkiego ze sobą. Idzie się na lekko, bardzo komfortowo, bez żadnego zmęczenia – nigdzie się nie trzeba spieszyć.

Na cztery osoby wypożyczyliśmy: dwa konie z przewodnikiem 🙂 dwa namioty, dwie kuchenki z kartuszami, dwie maty do spania, a nawet jeden śpiwór 🙂 Trzy osoby miały swoje śpiwory, zabraliśmy z Polski jeszcze dwie menażki. Zdecydowaliśmy się na trekking czterodniowy. W porównaniu do pięciodniowego, dwa pierwsze dni skróciliśmy do jednego z dwóch powodów. Główny to znacznie ciekawsze widoki. Szliśmy grzbietem na południe od Dartlo, w wariancie pięciodniowym idzie się doliną. Drugi powód to tygodniowy pobyt w Gruzji (ja zostałem na dwa tygodnie). W przypadku złej pogody, albo obsunięcia się drogi, zawsze zostawał dzień zapasu na powrót.

Czarna Delica

Wstajemy rano, nie ma czasu do stracenia, pierwszy odcinek będzie najdłuższy – około 23 km. Po śniadaniu pakujemy plecaki do auta. Robert jedzie z nami. Dołącza do nas kolejne dwie osoby, które będą szły tą samą trasą. Kamil i Ania z Gdyni. Łącznie jest siedem osób z Polski. Jedziemy kawałek za Omalo, wysiadamy na rozstaju szlaków. Dolny prowadzi doliną do Dartlo, nasz omija wioskę górą. Kierowca zabiera nasze plecaki do Dartlo, tam przejmie je przewodnik konny i wyruszy do Girevi. Mamy się spotkać wieczorem już w wiosce. Girevi jest ostatnią osadą po tej stronie gór, dociera tam droga.

Nasz pensjonat w Dolnym Omalo

Jest 8:35. Na niebie nie ma żadnej chmurki. Prognoza na najbliższe kilka dni jest doskonała, ciepło i bezchmurnie. Zostawiamy sobie trochę wody – ja mam 2 litry, plus jakieś drobne przekąski na trasę i wychodzimy z lekkim plecakiem na szlak.

Miejsce startu
Biały konik

Jesteśmy na wysokości 2285 m n.p.m. Na początku czeka nas podejście na grzbiet wyższy o 600 m. Wygląda na to, że będziemy dziś sami na tej ścieżce.

Dobrze widoczny grzbiet którym będziemy przechodzić
Te białe kropki to owce

Przed podejściem, zatrzymujemy się na krótki odpoczynek. Mamy wystarczająco wiele czasu, żeby sobie posiedzieć. Trekking nie jest bardzo wymagający, ale jest wśród nas osoba, która nie była wcześniej nawet w Tatrach! Joanna lubi doliny, a tu trzeba po górach chodzić 🙂 Mam poważne obawy, czy sobie poradzi.

W tle Omalo - mozna dostrzec twierdzę Keselo

Podchodzimy wyżej, przechodzimy przez stado owiec, które rozstępuje się przed nami na dwie strony. Za nami mamy widoki na szczyty Dagestanu, z prawej północnej strony, za pasmem czterotysięczników, leży Czeczenia.

Robert przechodzi przez stado owiec
Widok na drugą stronę - w oddali góra Tebulo

Po wyjściu wyżej, na wysokość około 2700 m, otwiera się widok na najwyższy szczyt Tuszetii i jednocześnie Czeczenii. Tebulos mta ma wysokość 4492 m, jest to jedyna góra w okolicy z zachowanym lodowcem (tzn. po stronie Gruzji). Z daleka widzimy śnieg. W linii prostej mamy do niego około 30 km. Trzeciego dnia trekkingu obejdziemy szczyt od południowej strony.

Na grzbiecie
Tuszeckie wioski w górach
Zejście szerokim terenem

Trekking grzbietem jest bardzo widokowy. Poruszamy się na wysokości około 3000 m, doliny leżą 1000 m niżej, a szczyty na granicy z Czeczenią są o ponad 1000 m wyższe. Gdzie nie popatrzeć góry. Wielkie przestrzenie i duże różnice wysokości. Wierzchołki położone nad Dartlo wyglądają, jakby kiedyś znajdował się tam lodowiec. Na mapach można nawet znaleźć jego ślady, ale na żywo już nie. Patrzymy na bardziej wystawioną na słońce południową stronę gór, ciekawe jak jest po drugiej stronie?

Wspólny postój
Głęboka dolina, widoczne pola uprawne nad Dartlo
Czy tam był kiedyś lodowiec?

Dalej szlak przechodzi prawą stroną grani, jest bardzo dobrze poprowadzony, a nie zawsze tak jest. Nie odczuwam w ogóle, żeby były jakieś nużące fragmenty, które trzeba pokonać żeby dojść w fajne miejsce. Cały czas jest ciekawie. Dobrze, że wybraliśmy ten wariant.

Przejście prawą stroną

Za kolejnym wzniesieniem teren bardzo się wypłaszcza, jesteśmy dość wysoko, a można odnieść wrażenie że idziemy stepem. Niewielki budynek pośrodku wypłaszczenia, to kamienna toaleta 🙂

Kolejne podejście na szlaku to Mt. Pitsilamta – 2996 m n.p.m. To najlepszy punkt widokowy na Dartlo – jesteśmy ponad 1100 m wyżej. Sama wioska jest wpisana na listę Unesco, akurat nam nie po drodze, ale widzimy ją chociaż z góry. Jesteśmy na szlaku już 4 godziny.

Dartlo widziane prawie z 3 tys. m
Pozostałe osoby - widok wstecz
Dalsza część szlaku

Z prawej strony mamy piękne widoki, na płynącą w dolinie rzekę lodowcową Alazani. Rzeka ma 351 km, spływa z gór do Azerbejdżanu.

Wioska Danoi nad rzeka Alazani
Trawers

Ścieżka robi się coraz szersza, zbliżamy się do zakrętu w lewo, który można skrócić idąc na wprost. Robert postanawia wejść na najwyższy szczyt na tym szlaku – Makratela ma 3092 m. Reszta z nas czeka przed przełęczą Nakle Kholi – teraz czeka nas ostre zejście w dół. Na odcinku 3,5 km, a w linii prostej około 2 km, tracimy 1 km wysokości. Na samym początku zejścia ścieżka jest wąska, jest to jedyne miejsce z niewielką ekspozycją na szlaku. Nic trudnego, ale trzeba zachować ostrożność.

Przełęcz Nakle Kholi

Zejście jest bardzo widokowe, patrzymy na malownicze tereny, różnokolorową roślinność. Fani gór na pewno będą zachwyceni. My jesteśmy. Nawet Joanna, która trafiła tu nieco przypadkowo, mówi że jest super 🙂 Bajka, jest pięknie. Aneta przestaje się złościć – była wcześniej zawiedziona, że nie idziemy na Tetnuldi, ale Tuszetia naprawdę potrafi tak zachwycić, że przestaje się narzekać 🙂

Ostre zejście
Rododenrony

Na tych terenach żyją Orły Stepowe. My mieliśmy przyjemność zobaczyć je trzy razy tego dnia. Krążyły w powietrzu, próbując złapać ciepłe kominy powietrza. Schodząc w dół, widzimy pięć wież obserwacyjnych, wybudowanych na bardzo trudno dostępnej grani. Miały za zadanie ostrzegać się wzajemnie przed niebezpieczeństwem. Były budowane, tak aby kolejne były w zasięgu wzroku. Tak jak wieże we Władcy Pierścieni.

Szeroka panorama

Prawie kończy mi się woda, do najbliższej wioski już niedaleko, ale korzystam z przecinającego szlak strumienia. Najlepiej mieć filtr do wody, ja nie miałem i do tej pory nic mi się nie stało. Po raz pierwszy spotykamy kogoś na szlaku, dwie osoby idą w drugą stronę pod górę. Nie zazdroszczę im tego podejścia, do Omalo mają jeszcze kawał drogi. Później na kolacji w Girevi dowiemy się dlaczego wracali.

Kamil z Anią niosą ciężkie plecaki

Zeszliśmy na dno doliny, według szlaku powinniśmy przejść mostem przez rzekę, niestety most nie istnieje. Czerwona strzałka wskazuje nowy kierunek, wzdłuż rzeki. Przechodzimy blisko wody, żeby nie denerwować kilku psów pilnujących stada krów.

Dobrze widoczna przełęcz Nakle Kholi - tam rozpoczęliśmy zejście.
Z takim małym plecackiem można iść i 30 km 🙂
Rzeka Alazani
Owce na stokach

Po kolejnych 2,6 km dochodzimy do Parsmy. W wiosce można zatrzymać się na nocleg, zjeść coś i wypić piwo. Robimy przerwę, bliżej nas rozbija się kilkuosobowa grupa z Litwy, będą spać w namiotach.

Przechodzimy przez ten most - widok wstecz
Parsma - pierwsze zabudowania
Mostek do przejścia - tylko gdy chce się iść w górę na piwo 🙂
Parsma

Girevi jest ostatnią osadą do której dochodzi droga, chociaż wybudowana dopiero niedawno. To jeszcze godzina drogi z Parsmy. Idziemy drogą wzdłuż rzeki. Girevi osiągamy po dziesięciu godzinach na szlaku, można szybciej, ale to nie wyścig. Nasza czwórka ma wcześniej zarezerwowany nocleg. Pozostałe trzy osoby chcą spać w tym samym miejscu. Mimo wolnych pokoi, gospodarze nie chcą się na to zgodzić. Chodzi o to, że w wiosce nie ma dziś innych podróżników. Nie chcą psuć relacji z innymi mieszkańcami, niech inni też zarobią. Trzy osoby idzie spać do innego miejsca.

Dochodzimy do Girevi
Girevi

Na kolacji poznajemy naszego przewodnika. Dawid ma 26 lat, mieszka w Dartlo. Akurat tego dnia, wypada święto Wniebowzięcia Maryi Panny. Dawid musiał odwiedzić wszystkich znajomych, dlatego się trochę spóźnił i jest zmęczony 🙂 Zaczęliśmy jeść gdy go jeszcze nie było. Natalia stwierdza, że wyszłaby za mąż za kogoś, kto uprawia tak dobre pomidory 🙂 Pytam Dawida czy ma pomidory, bo koleżanka szuka męża 🙂 Gospodarze zagadują, czy widzieliśmy dwie osoby idące w przeciwną stronę. Mijaliśmy je schodząc z przełęczy. Okazuje się, że ta dwójka nie wiedziała, że aby poruszać się dalej w kierunku Shatili, trzeba zgłosić się do wojskowych po zezwolenie. Wojskowy posterunek znajduje się bliżej rzeki. Pozwolenia na poruszanie się w terenie przygranicznym to formalność. Wystarczy że jedna osoba zgłosi się z paszportami i otrzymuje się kwitek. Bez pozwolenia można iść dalej, ale za dwa dni dokumenty będą sprawdzane. Ta dwójka nie wiedziała o tym i musieli zawrócić, stracili w ten sposób co najmniej dwa dni na powrót do Girevi.

Podsumowując za dzisiejszy dzień, daję mocną dziewiątkę, było o wiele ciekawiej niż sobie wyobrażałem 🙂

1 /10
Ocena przygody

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *