Gruzja

Trekking z Omalo do Shatili

dzień 3 – z polany Kvakhidi na grzbiet Khidotani

Trekking z Omalo do Shatili - dzień 3 - z polany Kvakhidi na grzbiet Khidotani

Trzeci dzień na szlaku. Dziś przekroczymy granicę Tuszetii z Chewrusetią na przełęczy Atsunta. Dystans to tylko 16 km, w górę 1200 m, co czyni ten dzień najtrudniejszym z całego trekkingu. W nocy było dość zimno. Pasterze są ciepło ubrani. Robimy coś do jedzenia, potem kawa. Jak zwykle wychodzimy później niż reszta, dopiero po 9, gdy słońce zaczyna przyjemnie grzać.

Zwijamy obóz
Wychodek

Żeby wejść z powrotem na szlak, trzeba zawrócić i przejść na drugą stronę rzeki mostem. Mostków które są zaznaczone na mapach nie ma. Zaraz po przejściu na drugą stronę, Natalia wybiera górną ścieżkę i się gubi 🙂 Nie widzi nikogo z zespołu, inni poszli dołem, a ja na końcu. Idę jej szukać, teren jest poprzecinany wąwozami. Na szczęście nie odeszła za daleko. Dołączamy do reszty przy rzece.

Jedyny most prowadzący dalej

Pogoda jest doskonała. Wędrujemy spokojnie ciesząc się tak bliskim kontaktem z naturą. Gdzieś na stoku z prawej strony pasie się samotny biały koń. W tym krajobrazie przypomina mi białego konia Gandalfa, na równinach Rohanu 🙂

Przyjemny spacer

Idziemy czasem blisko coraz węższej rzeki, żeby wyjść na górkę i z powrotem zejść do wody. Za trzecim razem nie mam ochoty wchodzić i schodzić, zamierzam sprawdzić czy da się przejść dalej skrótem przy korycie rzeki. Nie wiemy czy trzeba będzie zawrócić, ale idziemy dalej. W końcu ścieżka wydeptana przez zwierzęta się kończy. Pozostaje przejście obsypującym się kamienistym brzegiem o nachyleniu na tyle dużym, że nie można podejść wyżej.

Widok wstecz
Cielaczek
Obejście pozaszlakowe

Ciekawe utrudnienie i jednocześnie skrót. Nikt nie wpada po drodze do wody 🙂 Po tym przejściu zarządzamy postój nad rzeką.

Przerwa

Po przerwie szybko dochodzimy do właściwej ścieżki, ominęliśmy w ten sposób jedno podejście i zejście. Przy rzece pasie się spore stado krów, zwierzęta są nieco ostrożne. Same schodzą ze ścieżki. Z tego miejsca na szlaku bardzo dobrze widać nasz cel pośredni, czyli przełęcz Atsunta – wyraźne wcięcie na grani.

Stado
Blokada drogi
Spore stado - a wyżej dobrze widoczna przełęcz Atsunta

Czas przekroczyć rzekę, informuję o tym dobrze widoczna strzałka na kamieniu z napisem „Shatlili”. Prąd jest dość duży, głębokość wody mniej więcej do kolan. Trzeba się przygotować. Najpierw ściągam buty i plecak, przechodzę na drugą stronę. Stoję na drugim brzegu, a Aneta przerzuca mi pozostałe buty i plecaki, tracąc przy tym kapelusz, który szybko ginie pod wodą 🙂 Jeśli już ktoś miałby się przewrócić w wodzie, to lepiej bez zamoczenia plecaka. Najbardziej trzeba uważać na pozwolenie na przejście, gdyby dokument się zgubił bylibyśmy w potrzasku. Poziom wody jest niski, sprawnie przechodzimy dalej. Gdyby nawet ktoś się bał przejścia, a tak jak my – ma do dyspozycji konie, może przekroczyć rzekę na grzbiecie konika.

Tutaj trzeba przejśc przez rzekę
Natalia wchodzi do wody

Właśnie krótko po przekroczeniu rzeki dogania nas Dawid z końmi. Akurat gdy pobieramy wodę ze strumienia. Dalej zaczyna się podejście w górę, na 3,8 km odcinku musimy wejść 900 metrów wyżej. Koniec lajtowej wycieczki 🙂

Widok wstecz

Przed nami dobrze widoczne solidne wzniesienie, trawiasty teren kończy się. Podejście na Atsuntę to naprawdę ogromne piarżysko. Tutejsze góry złożone są głównie z kruchych, łamiących się płytek, osuwających się pod nogami. Widzimy wysoko inne osoby, które wyszły przed nami. Ich tempo nie jest zachwycające 🙂 Robimy ostatni postój na trawie przed tą przeszkodą.

Podejście na Atsuntę

Było miło, ale się skończyło 🙂 Trzeba iść. Dawid jak zwykle poszedł pierwszy z końmi do przodu. Początkowe podejście jest dość strome, gdyby ktoś chciał próbować jazdy na koniu, a noga by mu się obsunęła, mogłoby się to skończyć tragicznie. Bezpieczniej iść samemu. Za chwilę mamy widok na szczyt widoczny po lewej stronie, o trudnej do zapamiętania nazwie – Mount Makhnosmta (3682 m). Materiał skalny wygląda, jakby spływająca z góry wielka błotna lawina. Widok robi wrażenie.

Mount Makhnosmta
Formacje skalne wyglądają jak gotowe do zjazdu błoto

Siadam na chwilę żeby zjeść jabłko. Wyrzucam ogryzek w dół, ten nabiera prędkości odbijając się od kamieni, zatrzymuje się dopiero jakieś 100 m niżej. Nachylenie nie było w tym miejscu jakieś wielkie, a jednak lekki ogryzek osiadł bardzo daleko. Dawid co jakiś czas zatrzymuje się, żeby dać odpocząć koniom. Przełęcz jest dobrze widoczna, ciekawe czy zobaczymy z niej Kazbek?

Aneta podchodzi ścieżką
Przełęcz Atsunta - ostatnie podejście
Ogromny piarżysty stok

Podejście z okolicy przekroczenia rzeki, zajęło nam z postojami około 3 godziny. Jesteśmy na przełęczy. Widoczność jest dobra, oprócz północnej strony – zbiera się tam na burzę. Kazbeku nie widać, za to można dostrzec odległe o 40 km, trzy wierzchołki masywu Chaukhi. Planuję tam być za trzy dni. Wszyscy zaczęli schodzić w dół przed naszym wejściem, na przełęczy została tylko jedna osoba. To Amerykanin Clint, ma wielki plecak i jest już długo w solowej podróży. Podzielił ten trekking na krótsze odcinki, dlatego go wcześniej nie spotkaliśmy.

Na przełęczy
Widok na drugą stronę przełęczy - trzy wierzchołki ledwo widoczne od lewej strony to masyw Chaukhi
Szeroka panorama - z lewej Tuszetia - z prawej Chewrusetia
Na przełęczy

Schodzimy wijącą się ścieżką w dół. Do następnego miejsca rozbicia namiotów, zostało 7 km i około 3 godziny drogi.

Zejście
Natalia schodzi zygzakami

Część osób przechodzi szlak w drugim kierunku, za przełęczą jest miejsce na obóz. Przy źródle biwakuje dwójka Niemców. Podejście na przełęcz z tej strony jest bardziej wyczerpujące. Nabieramy wody z ledwie płynącej strużki, trzeba długo czekać żeby napełnić butelkę. Natalia sugeruje, żebym zapytał Clinta o pozwolenie wydawane przez pograniczników, dlatego że idzie sam i może tego nie wiedzieć. Pytam go czy wie o tej formalności, bo słyszeliśmy o zawróconych osobach. Początkowo na jego twarzy maluje się przerażenie. Co? Jakieś dodatkowe pozwolenie?! aaa, to pozwolenie już mam, ta zawrócona osoba to byłem ja! Okazuje się, że wcześniej nie wiedział o tym. Został zawrócony, wrócił przez przełęcz do Girevi, a teraz idzie z powrotem drugi raz 🙂 Przerąbane, ale przynajmniej ma dużo czasu. Wycofanie oznacza dodatkowe 5-6 dni w górach 🙂 Rozmawialiśmy z nim jeszcze później, mieszka w Kalifornii w samochodzie (żeby mieć środki na podróże). Pracuje pół roku, drugie pół jest w podróży. Mówił, że w Pakistanie, i w Gruzji czuje się bezpieczniej niż u siebie w USA. Prowadzi kanał na YouTube – Backcountry Clint. Prawdziwy backpacker 🙂

Obóz przy źródle wody
Dalsza droga
Tam byliśmy 🙂

Pierwszego dnia wspominałem, że dojdziemy do Tebulos mta, czyli góry z lodowcem. Właśnie go widzimy z bliższej perspektywy. Słychać grzmoty, przyspieszamy krok, nie wiemy czy burza nas dosięgnie. Na szczęście wiatr nam sprzyja, chmury kierują się do Czeczenii. Następnie wychodzimy na piękny grzbiet Khidotani, oddzielony głębokimi dolinami od gór. Jest rewelacyjnie 🙂

Tebulos mta
Grzbiet Khidotani
Pięknie 🙂

Na grzbiecie znajduje się posterunek pograniczników, będą potem sprawdzać pozwolenie i paszporty. Dawid w obawie przed deszczem, rozłożył nam już namiot. Nasza baza znajduje się w pięknym miejscu. Mamy widok na zachód słońca i lodowiec na szczycie Tebulos mta. Na tym odludziu, w drewnianym budynku Pani serwuje chachapuri, sałatkę i piwo. Ceny są przystępne. Za 10 lari można skorzystać z miejsca pod dachem do przygotowania posiłków. Będziemy robić kolację ze swojego prowiantu, ale zamawiamy dodatkowo chachapuri. Jest pyszne – najlepsze jakie jedliśmy w Gruzji. Wszyscy tak mówią – najlepsze chachapuri jest na grzbiecie Khidotani 🙂 Byłem w Gruzji łącznie trzy tygodnie, zjadłem wiele chachapuri, jakieś porównanie mam 🙂

Poproszę dokumenty!
"Baza" w niebanalnym miejscu 🙂
A tu nasz namiot od Magdy, bardzo wygodny, z dwoma bocznymi wejściami

W nocy siadamy przy stole, przed pójściem spać pijemy piwo i czaczę. Dawid bardzo ciekawie opowiada nam o historii Gruzji, konflikcie z Rosją, kulturze, np. wznoszenia toastów. W Gruzji wznoszenie toastów to prawdziwa ceremonia, każdy powinien powiedzieć za co wznosi toast. Historia Gruzji jest podobna do historii Polski. Jestem pod wrażeniem, że tak młody chłopak posiada tak dużą wiedzę.

Czołówka się przydaje 🙂
Kolacja przyrządzona we własnym zakresie

Dziś na szlaku spędziliśmy dziewięć i pół godziny. Właściwie powinienem dać maksymalną ocenę, ale dałbym gdyby ktoś wpadł do rzeki, albo spadł z konia 🙂 Nadprogramowych „atrakcji” nie było, także mocna dziewiątka.

1 /10
Ocena przygody

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *