Tajlandia

Tubkaek Beach

plaża bez turystów w Tajlandii

Czy w Tajlandii można znaleźć pustą plażę? Pewnie, że tak.

Po dobrym śniadaniu w Rapala, idziemy na Railay West. Zamawiamy transport do Ao Nang. Czekamy kilkanaście minut, aż zbierze się odpowiednia ilość osób, czyli 8. Każdy płaci po 100 THB.

Żeby wejść do łodzi trzeba, przejść kilka metrów w wodzie. Pod niektórymi turystami łódka mocno przechyla się na bok. Trzeba robić za przeciwwagę 🙂

Łodzie na Railay West
Tonsai

Wysiadamy na plaży Ao Nang. Musimy dotrzeć do miasta około 2 km od plaży i zostawić nasze plecaki. Przejazd tuk-tukiem jest dość drogi jak na tak małą odległość – 150 THB (19,50 zł). Negocjujemy, ale nikt nie nie chce obniżyć ceny. Nawet gdy odchodzimy i idziemy dalej piechotą Tajowie nie popuszczają. Tuk-tuk to pojazd taki sam jak trycykl na Filipinach, tylko trochę bardziej cywilizowany. Nowszy i lepiej wyważony.

Ao Nang Beach

Dojeżdżamy do Ao Nang Sr Bungalow. Polecam tego pana. – link – Jeden z nielicznych Tajów chętny porozmawiać i udzielić informacji jak się najlepiej tutaj poruszać. Mówi, że biznes słabo się kręci, nie ma już Chińczyków, obroty lecą w dół. Żałuję, że mieliśmy tu tylko jeden nocleg. Następny w Krabi był już opłacony. Standard jest jak w trzygwiazdkowym hotelu, a cena niewielka. Ostatniego dnia w Tajlandii wybrałem nocleg bliżej lotniska, ale okazało się, że dojazd z Ao Nang kosztuje tyle samo. Pan zamawia dla nas skuter. Wypożyczenie skutera na dzień kosztuje 260 THB, czyli mniej niż dwa przejazdy tuk-tukiem tutaj. W pobliżu domków przebywają ropuchy, początkowo nie wiedzieliśmy co tak buczy. Jakieś krowy? Ropuchy dają wieczorne koncerty krowiego muczenia.

Jedziemy na zachód około 20 km od Ao Nang, poszukać dzikiej odosobnionej plaży, bez turystów.  Mamy zamiar dojechać do Silanto Beach. Po drodze, zatrzymujemy się przy dużym posągu buddy.

Dojeżdżamy do celu, zostawiamy skuter przy drodze. Wybrzeże jest mocno zabudowane hotelami. Droga którą planowaliśmy iść, jest zablokowana przez budowę kolejnego. Idziemy na plażę przez jakiś resort, pytamy obsługę czy można przejść, nie widzą problemu. Idziemy pomiędzy turystami opalającymi się na leżakach 🙂

Silanto jest dalej po prawej stronie. Chcieliśmy tam dojść, ale okazuje się, że nie ma takiej potrzeby. Na plaży Tubkaek dochodzimy do bezludnego miejsca. Pod drzewami można się schować przed słońcem. Jest nawet huśtawka.

Prywatna huśtawka

Czyli da się znaleźć w Tajlandii spokojną plażę. Odpoczywamy. Miejsce na relaks jest świetne.

Dzień jest upalny

Na plaży żyją niewielkie kraby w kolorze piasku. Chowają się w norkach i bardzo szybko się poruszają, zawsze zdążą uciec przed falą.

Krab z Krabi

Po dwóch godzinach relaksu idę na plażę Silanto. Trzeba przejść przez las i po 25 minutach zejść w dół do wody. Po drodze mijam drewniany, uszkodzony przez fale pomost.

Silanto jest niewielka, są na niej ślady biwakowania. Zostaję tutaj chwilę i wracam brzegiem przez skały z powrotem, jest to możliwe z powodu odpływu.

Silanto Beach

Na naszą plażę po odpływie wychodzą setki, jeśli nie tysiące małych krabów. Zaskakujące odkrycie. Jest ich mnóstwo. Przy bliższym kontakcie zakopują się szybko w mokrym piasku. W pobliżu trwa budowa kolejnego resortu, nie wiem czy kraby utrzymają się w tym miejscu.

Młode kraby

Woda cofa się wgłąb morza, okazuje się, że niedaleko miejsca gdzie pływaliśmy były sieci rybackie. Teraz rybak je sprawdza chodząc po pas w wodzie. Obserwujemy go przez dłuższą chwilę.

Rybak wyciąga sieć

Warto było tu przyjechać, odkryliśmy jeszcze niezabudowane, naturalne miejsce.

0 /10
Ocena przygody

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *